poniedziałek, 24 lutego 2014

spotkanie z Kalendarzem Beskidzkim w Kongresie Polaków

Ważne wydawnictwo o historii

Ci, których ominęły poprzednie, grudniowe spotkania z autorami i bohaterami oraz potomkami bohaterów Kalendarza Beskidzkiego na 2014 rok mają szansę nadrobić stratę. W czwartkowe popołudnie, 27 lutego o 17.00 w siedzibie Kongresu Polaków w RC przy ul. Komeńskiego w Czeskim Cieszynie odbędzie się spotkanie z autorami i bohaterami Kalendarza Beskidzkiego 2014 oraz Kuchni Śląska Cieszyńskiego Emilii Kołder.
Ważne wydawnictwo o historii
Jan Picheta (z prawej) prezentował Kalendarz w Książnicy Beskidzkiej w Bielsku. Towarzyszyli mu autorzy ze Śląska Cieszyńskiego, m.in. Szymon Broda (z
Podczas spotkania nie tylko Redaktor Naczelny Kalendarza Beskidzkiego Jan Picheta oraz niektórzy autorzy artykułów opowiedzą o obu wydawnictwach, ale także będzie można skosztować smakołyków wedle receptury Emilii Kołder. Przygotują je konsultantki Kuchni Śląska Cieszyńskiego Władysława Magiera i Janina Hławiczka. Podczas spotkania będzie można kupić obie książki po cenie promocyjnej. W imprezie udział wezmą m.in. potomkowie Emilii Kołder. 
Warto podkreślić, że kalendarz Beskidzki, mimo, iż obejmuje bardzo rozległy teren, bo od Soły i Białej po Ostrawicę, to ziemie leżące pomiędzy Białą a Ostrawicą zajęły sporo miejsca na jego kartach. Stąd mieszkaniec Śląska Cieszyńskiego znajdzie w wydawnictwie więcej o swej małej ojczyźnie, niż czytelnik z Żywiecczyzny czy małopolskiej części regionu. Gdy dodamy do tego zeszyt Kalendarza w postaci zbioru przepisów kucharskich pochodzącej z Suchej Średniej Emilii Kołder nie ulega wątpliwości, że każdy mieszkaniec regionu, który interesuje się swą Małą Ojczyzną, z wydawnictwami tymi powinien się zapoznać. A lektura pozostałych tekstów pozwoli poznać najbliższych sąsiadów, tych „łod Żywca” czy z Małopolski. 
Jak zwykle, w Kalendarzu Beskidzkim czytelnicy znajdą artykuły o niezwykłych ludziach zamieszkałych w naszym regionie oraz wydarzeniach, które wywarły piętno na tej ziemi. W najnowszym numerze Kalendarza o swych bialskich korzeniach pisze wybitny poeta Tomasz Jastrun, którego mama pochodzi z Białej. Czołowa polska piosenkarka Renata Przemyk ujawnia szczegóły swego dzieciństwa w Bielsku-Białej.
Jeszcze pod koniec podstawówki zaczęłam grać i śpiewać - wspomina znana bielszczanka. - Na początku to były przykościelne grupy. W kościele Opatrzności Bożej w Białej przy ul. Żywieckiej jest świetna akustyka. Mają tam również znakomitego organistę. Zostawałam po mszy św., żeby posłuchać, jak grał Bacha. To była prawdziwa uczta dla duszy.
Sporo w Kalendarzu tekstów o lewobrzeżnej części Śląska Cieszyńskiego. - Żadna polska gazeta na wschód od Cieszyna nie zająknęła się nawet 23 stycznia br., gdy minęła 95 rocznica agresji armii czechosłowackiej na rdzennie polskie ziemie. Tymczasem w Kalendarzu Beskidzkim 2014 umieściliśmy długi artykuł na ten temat. Napisał go młody zaolziański historyk Grzegorz Gąsior. Mecislav Borak poświęcił tekst hitlerowskiemu atakowi na dworzec w Mostach k. Jabłonkowa. Ujawnia w nim m.in. rolę w ataku na Polskę słynnego później dobroczyńcy Oskara Schindlera, agenta Abwehry! Zaolziański historyk podaje również nazwiska Polaków współpracujących z Abwehrą podczas agresji na Polskę oraz publikuje ich zbiorowe zdjęcie. Piszemy ponadto o kilku innych niezwykłych postaciach Śląska Cieszyńskiego: Janie Galiczu, Wacławie Olszaku, Teodorze i Karolu Kotschych, Adolfie Molaku, Kazimierzu Gołębiowskim, Piotrze Beczale Marku Proboszu - mówi redaktor Naczelny Kalendarza Jan Picheta.
Kalendarz Beskidzki 2014 wydało Towarzystwo Przyjaciół Bielska-Białej i Podbeskidzia. Jest nie tylko skarbnicą wiedzy o regionie, ale także ucztą estetyczną dla oka. Zawiera 312 stron, na których opublikowano 45 tekstów ilustrowanych pięknymi zdjęciami. Specjalnie do KB 2014 tuzin wierszy o ludziach z tego terenu napisał rudzicki poeta Juliusz Wątroba - autor ponad 30 tomów poetyckich i satyrycznych. Szatę graficzną projektował Piotr Wisła. 

Manewry Pułków Górskich

W piątek, 21 lutego, na górę Chełm zjechali miłośnicy historii na ''V Manewry Pułków Górskich''. W tym roku gospodarzem imprezy był 4 Pułk Strzelców Podhalańskich z Cieszyna.
Manewry Pułków Górskich
fot: (indi)
Impreza nawiązuje do tradycji zimowych manewrów, jakie obowiązkowo odbywały przedwojenne jednostki podhalańczyków – wyjaśnia Krzysztof Neścior prowadzący Muzeum 4 Pułku Strzelców Podhalańskich w Cieszynie.
W sobotę rozpoczęło się strzelanie z broni historycznej na strzelnicy w Goleszowie. Uczestnicy mogli strzelić z ponad 30-stu rodzajów broni palnej, która używana była w różnych epokach, a także współczesnej. Na miejscu urządzono sztab polowy pułku ,kuchnię polową, wystawę broni czarnoprochowej. W strzelaniu wzięło udział ponad stu uczestników z południa Polski. Przyjechały m.in. grupy rekonstrukcji historycznej 1 PSP z Nowego Sącza, 1 Brygady Pancernej, Batalionu Obrony Narodowej „Oświęcim”, Batalionu Obrony Narodowej „Żywiec”, 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej, 6 Pomorskiej Dywizji Powietrznodesantowej, żołnierze 18 batalionu Powietrznodesantowego, weterani Wojska Polskiego i Policji, uczniowie klasy wojskowej .  - Poprzez takie imprezy chcemy przypominać oraz utrwalać pamięć o Wojsku Polskim, naszej wojskowej tradycji, barwie i broni. Poza tym każdy uczestnik ma okazje wysłuchać prelekcji tematycznych ściśle związanych z naszą historia - mówi Krzysztof Neścior, główny organizator imprezy.
Strzelanie na 3 stanowiskach strzeleckich trwało całe do południe.  O 13.00 kuchnia pułkowa rozpoczęła wydawanie posiłku, a w budynku strzelnicy mistrz polski w broni czarnoprochowej Pan Wojciech Jasiok wygłosił prelekcję o broni czarnoprochowej w XIX wieku. Następnie odbyły się zawody o Puchar pułków górskich strzelaniu na celność z karabinu Mosin na odległość 100 m. W tym roku puchar został w Cieszynie. Najlepszy wynik uzyskali bowiem strzelcy z 4PSP. Po strzelaniu uczestnicy przemaszerowali do bazy na górze Chełm, gdzie o 17.30 prelekcje „Tradycje lotnicze na Śląsku Cieszyńskim” wygłosił mgr  Grzegorz Kasztura. Temat prelekcji nie był przypadkowy, gdyż na tej górze znajdowała się bowiem słynna szkoła szybowcowa. Uczestnicy manewrów na Chełmie zostali aż do niedzieli.
(indi)

 
Manewry Pułków Górskich
Manewry Pułków Górskich
Manewry Pułków Górskich
Manewry Pułków Górskich
Manewry Pułków Górskich
Manewry Pułków Górskich
Manewry Pułków Górskich
Manewry Pułków Górskich
Manewry Pułków Górskich

Samochodem w budynek na moście

Samochodem w budynek na moście

Złoty wiek Cieszyna

Złoty wiek Cieszyna to temat rzeka. Irenie French, która omawiała go 20 lutego w sali konferencyjnej Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie na kolejnym z wykładów plenarnych Cieszyńskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku trudno więc było zmieścić się w godzinie wykładu. Zresztą słuchacze wcale tego nie oczekiwali. Wręcz przeciwnie, dopytywali się o szczegóły i byli żądni dalszej wiedzy.
Złoty wiek Cieszyna
fot: (indi)
Prelegentka na samym początku przyznała, że niektórzy nie lubią okresu historii zwanego złotym wiekiem Cieszyna, gdyż nie było to wówczas polskie miasto. Lata największego rozkwitu miasta przypadają bowiem na czasy przed I Wojną Światową, a więc na czasy austriackie. Burmistrzami miasta byli wówczas niemieckojęzyczni Demlowie, wpierw ojciec - Johann Nepomuk Demel von Elswehr, po nim syn Leonard. Głównym językiem, jaki można było w tamtych czasach usłyszeć na ulicach miasta, był niemiecki. Choć polska społeczność zabiegała o dwujęzyczność, uchwałę taką blokowała Rada Miejska, w której zasiadali sami Niemcy i niemieckojęzyczni Żydzi. Jednak dwujęzyczne napisy były. Na przykład na poczcie, która wówczas znajdowała się obok Domu Narodowego. Dwujęzyczne były też urzędowe napisy na mostach, drogach, granicach powiatu. Choć w świetle prawa nie musiały być. Prelegentka tłumaczyła to dobrymi stosunkami, jakie panowały pomiędzy obiema społecznościami żyjącymi obok siebie w jednym mieście oraz liberalnym podejściem władz Austro-Węgier. Choć gdy Polacy chcieli otworzyć polską szkołę, władze twierdziły, że nie ma takiej potrzeby, gdyż są w mieście już dwa gimnazja (niemieckie). Mimo wszystko gdy Macierz Szklona Dla Księstwa Cieszyńskiego zabiegała o utworzenie polskiej placówki władze zezwoliły, jednak początkowo nie chciały jej dotować. Polskie gimnazjum zostało więc otwarte jako szkoła prywatna. Jednak po kilku latach miało już tak dużą liczbę uczniów, iż władze przyjęły szkołę pod swe skrzydła. I nazywała się c.k. Polskie Gimnazjum, czyli Cesarsko Królewskie Polskie Gimnazjum. Choć rządzący miastem Niemcy promowali kulturę niemiecką, Polacy mieli nieporównywalnie większą swobodę, niż Ci spod zaborów Pruskiego czy Rosyjskiego. – W Austrii ruch był lewostronny. Most Franciszka Józefa (obecny Most Wolności) miał więc z lewej, bardziej widocznej strony tabliczkę w języku niemieckim, zaś z prawej, tej mniej widocznej, polskim. Ale polskojęzyczny napis był. Tak samo most na Balinach, na dawnej powiatowej drodze do Trzyńca też miał dwujęzyczna tabliczkę – mówiła Irena French pokazując zebranym na wykładzie mnóstwo ciekawych archiwalnych zdjęć znajdujących się w zbiorach Muzeum Śląska Cieszyńskiego. Słuchacze z zafascynowaniem odnajdywali ukazane na starych fotografiach miejsca. 
Prelegentka podkreślała, że nie da się ukryć, że okres największego rozwoju miasta przypada na czasy demlowskie. Powstawało wiele nowych budynków, tak finansowanych z miejskiej kasy, jak i prywatnych środków. Co niektórych zaskoczyło, teatr, wówczas budowany jako teatr niemiecki, wcale nie był finansowany z miejskiego budżetu. – Owszem, miasto sprzedało pod niego działkę po preferencyjnej cenie. Ale na tym pomoc Miasta się skończyła. Teatr budowało Towarzystwo Teatru Niemieckiego, które samo zbierało na to fundusze ze składek i rożnych datków, między innymi z Wiednia – wyjaśniła Irena French. Znamienne, że Dom Polski, czyli obecny Dom Narodowy otwarto zaledwie trzy lata później, niż Dom Niemiecki (obecna Biblioteka Miejska). Miejskimi inwestycjami natomiast była elektrownia, gazownia, linia tramwajowa, dom dziecka, sąd czy wybudowany w 1912 roku pierwszy na Śląsku Austriackim poprawczak.  
W omawianych przez Irenę French czasach miasto nie było podzielone. Rozwijała się wówczas jego lewobrzeżna część, gdyż tamte tereny są płaskie, a więc atrakcyjniejsze pod zabudowę. W 1910 roku 1/3 mieszkańców Cieszyna mieszkała po lewej stronie Olzy. Choć we władaniu Niemców, miasto było wciąż polskie. – Od ponad trzech wieków na mapach świata nie było Polski, a my w Cieszynie mieliśmy polskie czasopisma, szkoły, napisy – wylicza Irena French zauważając, że cesarz Franciszek Józef był świetnym dyplomatą. – Gdy przyjeżdżał wizytować Cieszyn, zresztą jak każde miasto, zaczynał wizytę w kościele św. Marii Magdaleny, ale później odwiedzał też Kościół Jezusowy i Synagogę – relacjonowała ilustrując zdjęciami przystrojonej na przyjazd najjaśniejszego pana synagogi i… Domu narodowego, na którym widniał po polsku napis „Niech żyje” i portret Franciszka Józefa… Nie znaczy to, że obie społeczności żyły w przyjaźni i cokolwiek organizowały wspólnie. Podział był. Tak, jak był teatr niemiecki i Dom Narodowy, gdzie teatry amatorskie wystawiały polskie przedstawienia, tak Niemcy imprezy plenerowe robili na Grabinie, ale niechętnie widzieli tam polskie imprezy. Polacy więc, za zgodą władz, wybudowali Park Sikory. 
Na koniec Irena French wspomniała, że w czasie I Wojny Światowej główny sztab armii Austro-Węgier mieścił się w Cieszynie, a po jej zakończeniu i nieszczęsnym podziale miasta granicą państwową, w wyniku którego po czeskiej stronie została linia kolejowa, gazownia i ujęcie wody pod Małym Jaworowym, a po polskiej stronie elektrownia, cmentarz, szpital, kościoły i wszystkie szkoły. Zauważyła, że wtedy Czechów w Cieszynie było zaledwie 5%, jednak Czechosłowacja uparła się na podział miasta ze względu na dworzec. 
 Istniejąca wówczas obok Polskiej Rady Narodowej i Czeskiej Rady Narodowej Niemiecka Rada Narodowa chciała, żeby nie rozrywać tego, co trwało razem 600 lat. Ponieważ nie chcieli opowiedzieć się ani za Polską, ani za Czechosłowacją, chcieli utworzyć niezależna państwo… - wyjawiła mało znany historycznie fakt Irena French. Co by było, gdyby wówczas pomysł ten udało się zrealizować? Jak obecnie by nam się żyło? Pozostanie to w sferze przypuszczeń, domysłów i marzeń.
 (indi)
Złoty wiek Cieszyna
Złoty wiek Cieszyna
Złoty wiek Cieszyna
Złoty wiek Cieszyna
Złoty wiek Cieszyna
Złoty wiek Cieszyna

niedziela, 23 lutego 2014

KS MOSiR Cieszyn - Exact System Śląsk Wrocław


Bajka pt. ''Magiczna księga''

Króliczek przekonywał dzieci do czytania książek

To były magiczne chwile z 'Magiczną księgą', czyli przedstawieniem Aktorów Teatru Edukacji i Profilaktyki MASKA z Krakowa. W Brennej Piwnica Artystyczna w piątek, 21 lutego br. zapełniła się dziećmi, które z wypiekami na twarzach oglądały historię króliczka.
Króliczek przekonywał dzieci do czytania książek
Dzieci śledziły historię króliczka z przejęciem, fot: (indi)
Jak łatwo się domyślić - biorąc pod uwagę nazwę trupy aktorskiej - bajka miała dydaktyczny charakter: - Spektakl opowiadał historię króliczka, który jest bardzo nieszczęśliwy, gdyż rodzice wymagają od niego czytania książek. Los jednak sprawił, że bohater przenosząc publiczność w zaczarowany świat znanych bajek, sam polubił czytać książki i przekonał młodych widzów, że wbrew pozorom jest to ciekawa forma spędzania wolnego czasu - podaje Urząd Gminy w Brennej.

Dzieciom nie przeszkadzał dydaktyczny charakter spektaklu, wręcz przeciwnie - sympatyczny króliczek przekonał je, że warto czytać.

Kolejne przedstawienie w Piwnicy Artystycznej już za miesiąc: - Już dziś wszystkich miłośników bajek zapraszamy na kolejne przedstawienie p.t. „Małe co nieco Tygryska”, które odbędzie się 21 marca o godzinie 16.30 w Piwnicy Artystycznej- zapraszają organizatorzy.

(red.)
Króliczek przekonywał dzieci do czytania książek
Króliczek przekonywał dzieci do czytania książek
Króliczek przekonywał dzieci do czytania książek
http://fotoreportaz.ox.pl/fotoreportaz,6425,bajka-pt.-magiczna-ksiega.html


czwartek, 20 lutego 2014

Zajrzeć w cudze życie

Monika Michałek jest nauczycielką, polonistką. Pracuje w Gimnazjum im. Jana Pawła II w Istebnej. Pisze wiersze, eseje i małe formy teatralne. Jest laureatką dwóch edycji konkursu poetyckiego O Złotą Wieżę Piastowską oraz kilku innych konkursów, wspólnie z mężem Józefem wydają Kalendarz z Istebnej Koniakowa i Jaworzynki oraz inne publikacje o charakterze regionalnym.
Zajrzeć w cudze życie
fot: (indi)
Na spotkaniu Klubu Literackiego Nadolzie działającego przy Macierzy Ziemi Cieszyńśkiej 18 lutego jednak omawiała nie swoją twórczość, a… cudze dzienniki. Temat spotkania brzmiał „Dlaczego warto czytać cudze dzienniki” i prelegentka starała się nań odpowiedzieć. 
Jestem tutaj bardziej jako czytelniczka dzienników, niż naukowiec czy krytyk literacki. Myślę, że takie spotkania, podczas których czytelnicy dzielą się z innymi czytelnikami są też bardzo potrzebne, ponieważ nie mamy często okazji mówić o tym, co przeczytaliśmy, o tym, co nas absorbuje, co nas przejmuje – zaczęła Monika Michałek wprowadzając do tematu szkolną definicją dziennika, że jest to forma, w której w pierwszej osobie zapisujemy nasze spostrzeżenia, fakty, uczucia, refleksje. Powinny się tam znajdować daty. 
– Ale dziennik literacki, czy dzienniki, które zostały wydane nie wszystkie spełniają dokładnie te kryteria i różnią się zasadniczo od siebie – stwierdziła polonistka prezentując kilka opasłych tomów rożnych wydanych dzienników. 
Wiele dzienników przeczytałam i mogę powiedzieć, że nie ciekawość jest główną przyczyną, dla której sięgamy po dzienniki. Dziennik ma funkcję zaspokojenia ciekawości o życiu prywatnym, przemyśleniach sławnego człowieka, ale myślę, że to jest jeden z powodów, dla którego sięgamy po dziennik. Inne są ważniejsze i więcej nam dają. Dla pisarza jest to sposób na usystematyzowanie własnej pracy. Pisarz, który pisze dziennik, rozpoczyna lub kończy dzień pisaniem i się rozpisuje, dzięki temu ma później wenę do pracy. Zauważyłam to w wielu różnych dziennikach. Czyli jest to takie ćwiczenie stylistyczne, jednocześnie źródło refleksji i źródło pamięci, żeby to, co ważnego się wydarzyło nie uleciało, żeby nie zostało zapomniane. Natomiast dla czytelnika oprócz ciekawości, którą dziennik zaspokaja, jest to prawda o tym, jak ten człowiek postrzegał świat, co mu się w życiu przydarzało i jakie wysnuwał z tego refleksje. Dzienniki pisarzy są też zapiskami mówiącymi w jaki sposób rodzi się refleksja, filozofia życia, skąd się biorą pomysły na książki. W wielu dziennikach znajdujemy jakieś jedno zdanie, zapisek z jednego dnia i potem w powieści odnajdujemy  ślad tego spostrzeżenia, z którego urodziła się następnie cała książka. Także można powiedzieć, że geneza utworów literackich w dziennikach również jest. Dotyczą życia codziennego, ale też są bardzo ciekawą refleksją i historią duchowości i to jest chyba najbladziej fascynujące  
Dziennik to jest spotkanie z osobą, z człowiekiem i tak ja traktuję dzienniki – mówiła Monika Michałek po czym omówiła kilka przyniesionych na spotkanie dzienników. Pierwszym z nich był dziennik Mirona Białoszewskiego – bardzo osobisty, miejscami szokujący (jako homoseksualista opisuje swoje związki międzyludzkie). Był dziennik przyszłej samobójczyni oraz przyjaciółki Jana Pawła II czy dziennik żony Lwa Tołstoja lub pisany po węgiersku w Stanach Zjednoczonych dziennik węgierskiego dziennikarza i kilka innych. Po tym, co na ich temat opowiedziała prelegentka z pewnością słuchacze chętnie sięgną po wspomniane dzienniki. 
(indi)
Zajrzeć w cudze życie
Zajrzeć w cudze życie
Zajrzeć w cudze życie
Zajrzeć w cudze życie
Zajrzeć w cudze życie
Zajrzeć w cudze życie
Zajrzeć w cudze życie
Zajrzeć w cudze życie
Zajrzeć w cudze życie