poniedziałek, 13 kwietnia 2015

105 lat turystyki na Śląsku Cieszyńskim

Oddział PTTK Beskid Śląski w Cieszynie świętował jubileusz 105-lecia istnienia. Wprawdzie samo PTTK, czyli Polskie Towarzystwo Turystyczno Krajoznawcze istnieje dopiero od roku 1950, jednak w roku 1910 założono Polskie Towarzystwo Turystyczne ''Beskid'', którego kontynuatorem współcześnie jest Oddział PTTK ''Beskid Śląski'' w Cieszynie.
105 lat turystyki na Śląsku CieszyńskimOddział PTTK Beskid Śląski w Cieszynie uroczyście świętował 105-lecie polskiego zorganizowanego ruchu turystycznego na Śląsku Cieszyńskim, fot. indi
Uroczystości jubileuszowe zorganizowano 11 kwietnia w Domu Narodowym w Cieszynie. Po przywitaniu działaczy turystycznych i znamienitych gości oraz wprowadzeniu sztandaru przyszedł czas na przypomnienie zebranym historii polskiego ruchu turystycznego na Śląsku Cieszyńskim. Ryszard Mazur, Honorowy Prezes Oddziału PTTK „Beskid Śląski” wygłosił na ten temat obszerny referat. Natomiast Jacek Tyczkowski, obecny Prezes Oddziału PTTK o przedstawił aktualne kierunki działania Oddziału, jego działalność i osiągnięcia w ostatnich latach.

Uroczystości jubileuszowe stały się okazją do wręczenia odznaczeń i wyróżnień. Za wybitne dokonania w rozwoju turystyki i krajoznawstwa Prezydent RP Bronisław Komorowski postanowił uhonorować Krzyżem Kawalerskim Henryka Więzika, Za szczególne dokonania w rozwoju turystyki i krajoznawstwa Srebrny Krzyż Zasługi otrzymał Jacek Tyczkowski Prezes O/PTTK BS w Cieszynie oraz Krzysztof Greń Prezes Koła PTTK nr 2 w Skoczowie. Brązowy Krzyż Zasługi otrzymał Zbigniew Pawlik Wice prezes O/PTTK BS w Cieszynie. Odznaczenia zostaną im wręczone podczas uroczystości, która odbędą się dnia 29 kwietnia Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach. Kolejno wręczano odznaczenia i dyplomy przyznane cieszyńskim działaczom PTTK przez Ministra Sportu i Turystyki, wojewódzkie władze wadze państwowe, centralne władze PTTK czy Radę Prezesów Oddziałów PTTK woj. Śląskiego. Zarząd O/PTTK BS w Cieszynie w uznaniu zasług w rozwoju turystyki i krajoznawstwa na Ziemi Cieszyńskiej zaszczytnym Dyplomem Uznania postanowił uhonorować instytucje i organizacje, które w istotny sposób wspierały działalność Oddziału. Pełną listę odznaczonych i wyróżnionych znajdziemy TUTAJ .
Uhonorowano także nestorów cieszyńskiej turystyki - Lucjana Jurysa – nestora cieszyńskich turystów, który przez dziesiątki lat był jednym z głównych animatorów działalności cieszyńskiego O/PTTK oraz Emilię i Władysława Sosnów – zasłużonych przewodników PTTK, którzy wielce przyczynili się do wszystkich sukcesów odnoszonych przez cieszyński O/PTTK w minionych latach, a jednocześnie założyli Turystyczny Klub Kolarski PTTK „Ondraszek”, który nota bene w przeszłym roku będzie obchodził jubileusz 50-lecia swojego istnienia.

Na koniec zebrani obejrzeli program artystyczny, w którym zaprezentowano i współczesność, i regionalną tradycję. Na scenie wpierw tańce latynoamerykańskie zaprezentowały panie z Formacji Tanecznej „VOLTA” w choreografii Dawida Bawora, następnie zaś porcję solidnej tradycji w postaci wpierw tańców cieszyńskich, później góralskich zaprezentowali członkowie ZPiT Ziemi Cieszyńskiej im. J. Marcinkowej.
(indi)

niedziela, 12 kwietnia 2015

Zakwitła cieszynianka

W laskach miejskich Cieszyna pojawiły się już pierwsze cieszynianki. Niechybny to znak, że nadeszła wiosna.
Zakwitła cieszyniankaCieszynianki kwitną obficie w cieszyńskich laskach miejskich, fot. indi
Ten nietypowy pod względem kolorystycznym kwiatek ma, dla postronnego obserwatora, zielone płatki. Nie jest to jednak prawda, gdyż z botanicznego punktu widzenia kwiatem jest tylko ten charakterystyczny żółty środek. - Są to kwiatostany, a nie kwiaty, gdyż cieszynianka należy do roślin baldaszkowatych i tworzy typowy baldach. To, co zwykle brane jest za płatki korony to fałszywy okwiat, utworzony z zielonych podsadek, zwykle w liczbie 5-7, czyli przekształconych liści. Same kwiaty są bardzo drobne, żółte i wypełniają wnętrze baldachu– wyjaśnia Aleksander Dorda, Naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego w Cieszynie.

Cieszynianka rośnie przede wszystkim w lasach grądowych, na żyznych glebach wapiennych. Stąd tyle jej we wszystkich cieszyńskich rezerwatach. Według legendy kwiat ten miał przywędrować do nas ze Szwecji. Otóż podczas wojny trzydziestoletniej w rannym szwedzkim żołnierzu zakochała się córka jednego gospodarza, u którego ten leczył rany. Kuracja się jednak nie powiodła i ranny zmarł. Jego ostatnią wolą było, by wysypać mu na grób garść szwedzkiej ziemi, którą nosił w woreczku na piersi. Następnego roku na mogile wyrosły dziwne kwiatki... Taką legendę opisał też Gustaw Morcinek. Natomiast bardziej prawdopodobne wydawałoby się to, że cieszynianka dotarła do nas gdzieś z Alp, gdyż tam również występuje, a jej nasiona mogli przynieść ze sobą żołnierze austriaccy, którzy oblegali zamek cieszyński podczas wspomnianej już wojny trzydziestoletniej.
Jednakże zdaniem Dordy i legenda, i informacja o przyniesieniu nasion cieszynianki wiosennej spod austriackich Alp nie mają potwierdzenia w faktach. Roślina ta nie występuje bowiem w Szwecji, ale przede wszystkim - i o tym warto pamiętać - kwiat ten zadomowił się na naszym terenie na wiele tysiący lat przed wojną trzydziestoletnią, która miała miejsce w pierwszej połowie XVII stulecia. - Cieszyniankę wiosenną na stanowiskach naturalnych można spotkać wyłącznie w Europie, w dwóch odległych i izolowanych od siebie regionach. Na południu cieszynianka rośnie na obszarze wschodniego krańca Alp, w Styrii i Karyntii w Austrii, na terenie Słowenii, Chorwacji i Bośni. Północny ośrodek występowania tej rośliny obejmuje Morawy, zachodni kraniec Karpat Zachodnich oraz wschodnią cześć Słowacji. To właśnie w tych dwóch rejonach cieszynianka przetrwała ostatnie zlodowacenie pleistoceńskie. Po ustąpieniu lądolodu, już w holocenie, cieszynianka rozpoczęła „wędrówkę” i zasiedliła nowe tereny - poprzez Bramę Morawską wkroczyła na obszar Polski. Przez botaników cieszynianka bywa określana jako tzw. relikt wędrujący. Dziś w zasadzie tylko w okolicach Cieszyna i na Śląsku Cieszyńskim występuje ona stosunkowo licznie, poza tym kilka pojedynczych, izolowanych stanowisk odnaleziono na Pogórzu Wielickim (m.in. w okolicach Mogilan koło Krakowa), w Beskidzie Śląskim (na Czantorii w Ustroniu, w Jaworzynce), w Beskidzie Żywieckim (Rycerka, w okolicach Żywca), w południowej części Śląska Opolskiego (w okolicach Raciborza, Rozumnic, Głogówka), a także w okolicach Zawiercia (Wyżyna Krakowsko-Częstochowska) i Krasnystawu (Wyżyna Lubelska) – wyjaśnia Dorda.

Polską nazwę „cieszynianka”, która była powszechnie używana przez mieszkańców Cieszyna, zaproponował jako oficjalną nazwę botaniczną w 1924 r. Kazimierz Simm, profesor cieszyńskiej Wyższej Szkoły Rolniczej. - W latach 2000-2005 Agnieszka Henel prowadziła badania dotyczące rozmieszczenia cieszynianki wiosennej na terenie województwa śląskiego. Wynika z nich, że ze znanych z literatury czterdziestu stanowisk naturalnych cieszynianki wiosennej 22 potwierdzono, dziewięciu nie odnaleziono, trzy uznano za historyczne, jedno za wątpliwe, jedno za błędne, a cztery za niedokładne, ale opisano jednenaście nowych, dotąd niepublikowanych. W sumie cieszynianka wiosenna w województwie śląskim ma 33 stanowiska.
Największe skupisko cieszynianki jest na Pogórzu Cieszyńskim i aktualnie znane są przyrodmnikom 24 istniejące stanowiska. - Najliczniejsza populacja cieszynianki wiosennej w 2005 r. była w rezerwacie przyrody  „Lasek Miejski nad Puńcówką" w Cieszynie! Liczyła wówczas ok. 11500 kęp i ok. trzystu tysięcy pędów kwitnących! Czy coś się od tego czasu zmieniło? Nie wiem, nikt nie prowadził tak dokładnych badań, ale nie sądzę, aby zmiany były jakieś istotne. Trzeba pamiętać, że praktycznie każdy gatunek ma swoje lepsze i gorsze lata, czyli fluktuacje liczebności - jak jest z cieszynianką wiosenną niestety nie wiem – stwierdza Dorda podkreślając, że roślina ta jest gatunkiem podlegającym ochronie prawnej.
Ochrona cieszynianki wiosennej powinna polegać na zachowaniu jej siedlisk czyli lasów grądowych, np. bez dosadzania gatunków iglastych w drzewostanie, zapobieganiu nadmiernemu zacienieniu przez krzewy, ale bez silnego prześwietlenia (wycinania) warstwy drzew. No i oczywiście nie należy jej pozyskiwać "z natury"! Ale brak jej również w handlu - chyba nikt jej nie uprawia na sprzedaż.

Cieszynianka chętnie jest sadzona w przydomowych ogródkach, na działkach. By cieszyć się jej pięknem najlepiej jednak wybrać się po prostu na spacer do któregoś z cieszyńskich lasków miejskich. A że jutro zapowiada się równie piękna słoneczna pogoda, jak dzisiaj, to z pewnością warto przynajmniej część wolnej niedzieli spędzić na świeżym powietrzu poznając jednocześnie piękną cieszyńską przyrodę.
(indi)

sobota, 11 kwietnia 2015

Wieczorki Cieszyńskie

Wieczorki Cieszyńskie to tytuł wystawy zdjęć autorstwa Patrycji i Marcina Wieczorków, jaką oglądać można w Sali Wystaw Czasowych Muzeum Śląska Cieszyńskiego.
Wieczorki CieszyńskieAutorów fotografii przedstawił dyrektor Muzeum Marian Dembiniok, fot. indi
Wernisaż zorganizowano 8 kwietnia. Nie zabrakło na nim samych autorów, jak i osób zainteresowanych fotografią, w tym innych zaprzyjaźnionych fotografików. Artystów przedstawił dyrektor muzeum Marian Dembiniok.
Lubi wydobywać z otaczającej ją rzeczywistości to, co na pierwszy rzut oka wydaje się nieciekawe, pospolite, brzydkie – mówił o Patrycji Wieczorek Dembiniok. Przedstawił też sylwetkę Marcina Wieczorka, który oprócz fotografii, głównie prasowej, będąc redaktorem naczelnym lokalnego portalu informacyjnego, zajmuje się też muzyką jako wokalista zespołu River of Time. - Ponieważ oboje mieszkamy, pracujemy i działamy w Cieszynie, tematem przewodnim wystawy postanowiliśmy uczynić właśnie nadolziański gród. Na zdjęciach można zobaczyć zarówno znane wszystkim doskonale miejsca w Cieszynie, jak i te ukryte, bardziej schowane przez ludzkim wzrokiem – mówił podczas wernisażu Marcin Wieczorek. Podkreślał też długotrwałą współpracę Cieszyńskiego Towarzystwa Fotograficznego z Muzeum Śląska Cieszyńskiego.

Wystawa jest jednym z wielu planowanych elementów obchodzonego w tym roku jubileusz 85-lecia Cieszyńskiego Towarzystwa Fotograficznego, którego oboje autorzy są czynnymi członkami (Marcin Wieczorek jest obecnie prezesem stowarzyszenia). W ramach jubileuszu przez cały rok będą odbywać się kolejne wystawy, tak indywidualne, jak i zbiorowe. Wystawę „Wieczorki Cieszyńskie” oglądać można do 17 maja. A wernisaż następnej wystawy w ramach jubileuszu CTF już w sobotę 11 kwietnia o godz. 17.00 w Teatrze Cieszyńskim w Czeskim Cieszynie. Na wystawie prezentowane będą prace zarówno członków CTF-u, jak i zaprzyjaźnionego z towarzystwem Fotoklubu Zvonek z Czeskiego Cieszyna.
(indi)
 

wtorek, 7 kwietnia 2015

Babski śmiergust

Podług tradycji wczoraj chłopcy oblewali panny wodą, o czym pisaliśmy. Dziś natomiast, również zgodnie z tradycją, dziewczyny mogą wziąć odwet.
Jan Szymik w książce „Doroczne zwyczaje i obrzędy na Śląsku Cieszyńskim” (wyd. Sekcja Ludoznawcza PZKO, 2012) podaje, iż „Gdzieniegdzie istnieje u nas zwyczaj, że w tym dniu odbywa się tzw. Babski śmiergust, kiedy to płeć żeńska oblewa wodą płeć męską, nie stosując wszakże suszynio, czyli smagania.”. Szymik zwraca jednak uwagę na fakt, że nie jest to zwyczaj powszechny „i nigdy też dziewczęta nie chodzą od domu do domu po śmierguście, a tylko polewają chłopca w domu, np. gdy mieszka razem z nimi.”

Kolejnym zwyczajem wtorku po Wielkiejnocy było na Śląsku Cieszyńskim chodzenie z mojiczkym czy gojiczkym, gdyż różnie w różnych częściach regionu nazywano to przystrojone wstążkami drzewko. Z mojiczkym dziewczynki, ale nigdy, jak wspomina Szymik, nie panny na wydaniu, chodziły po domach aż do Drugiej Niedzieli Wielkanocnej śpiewając odpowiednie pieśni, których teksty autor „Dorocznych zwyczajów i obrzędów na Śląsku Cieszyńskim” na kartach swej książki przytacza.

W Kościele Katolickim dziś przypada Wtorek w Oktawie Wielkanocy. Ci, którzy wybiorą się dziś na Mszę Świętą, w czytaniu z dziejów apostolskich usłyszą: „W dniu Pięćdziesiątnicy Piotr mówił do Żydów: «Niech cały dom Izraela wie z niewzruszoną pewnością, że tego Jezusa, którego wyście ukrzyżowali, uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem». Gdy to usłyszeli, przejęli się do głębi serca i zapytali Piotra i pozostałych apostołów: «Cóż mamy czynić, bracia?» Powiedział do nich Piotr: «Nawróćcie się i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego. Bo dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których powoła Pan Bóg nasz».
W wielu też innych słowach dawał świadectwo i napominał: «Ratujcie się spośród tego przewrotnego pokolenia». Ci więc, którzy przyjęli jego naukę, zostali ochrzczeni. I przyłączyło się owego dnia około trzech tysięcy dusz.”
Czytane też dziś będą Słowa Ewangelii według świętego Jana, a rozważany będzie fragment "Jezus rzekł do niej: "Mario!" A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: "Rabbuni", to znaczy: Nauczycielu." J 20, 16.

(indi)

Funkcjonariusz na czterech łapach

Policyjny pies Aleks znany telewidzom z popularnego serialu wzbudza sympatię widzów. Nie inaczej było z Szarikiem, choć ten pełnił służbę wojskową i to w trudnym czasie wojny. Psy policyjne spotykamy także w rzeczywistym świecie. Tropią przestępców, szukają zaginionych, ratują spod gruzów, szukają narkotyków i materiałów wybuchowych.
Funkcjonariusz na czterech łapachAleksandr Kosiński, policjant z Komendy Powiatowej Policji w Cieszynie, fot. indi
Widząc psa policyjnego przy pracy wielu ludzi zastanawia się, jak został do tego przygotowany.  Wspólnie z aspirantem sztabowym Aleksandrem Kosińskim, policjantem z Komendy Powiatowej Policji w Cieszynie, przewodnikiem psa policyjnego, uchylamy naszym Czytelnikom rąbka tajemnicy.
Zaczynając od początku, czyli od naboru psów do szkolenia warto zauważyć, że to, iż psy policyjne to w większości „Szariki” i „Komisarze Reksy”, czyli owczarki niemieckie, to nie przypadek. – Jest to rasa najbardziej uniwersalna – wyjaśnia aspirant Kosiński. Dodaje, że zdarzały się też w służbie labradory, jednak najczęściej są to owczarki niemieckie. – Jest to rasa, która bardzo mało choruje. Jedyną wadą, jaką mają, to dysplazja, czyli choroba stawów biodrowych – wyjaśnia policjant który ma już spore doświadczenie w opiece nad psami.
Na początku pies będący kandydatem do służby w policji musi przejść sprawdzian. Musi być przede wszystkim dojrzały psychicznie. U owczarków jest to wiek około półtorej roku. Policyjne owczarki nie są psami rodowodowymi. Papiery nie są im do niczego potrzebne. Ważne jest, by miały walory użytkowe. – Nie może bać się wystrzału, huku. Musi mieć chęć do aportowania, do zabawy z piłeczką, gryzakiem – wylicza Aleksander Kosiński dodając, że pies policyjny… nie może być z natury agresywny. W czasie szkolenia ćwiczy się bowiem kontrolowaną agresję. Pies z natury agresywny jednak odpada podczas wstępnej selekcji. – Psa można bardzo łatwo wyszkolić do agresji i łatwo agresje u niego wzbudzić, natomiast bardzo trudno jest tą agresję stłumić aby mieć nad nią kontrolę – wyjaśnia Aleksander Kosiński.
Po testach wstępnych, jeżeli pies jest już przyjęty do służby w policji, zaczynają się szkolenia. Dziennie po 6 godzin na poligonie. – Pierwsze dwa, trzy tygodnie to jest przyzwyczajanie psa do przewodnika. Czyli chodzenie na długie spacery, przyzwyczajanie do chodzenia przy nodze, reagowania na podstawowe komendy, jak równaj, noga – wylicza Aleksander Kosiński. Psy szkolone są pod różnym kątem. Psy patrolowo-tropiące chodzą z przewodnikiem na patrole i w razie potrzeby tropią ślady. – Jeździmy na zdarzenia typu włamania, kradzieże, rozboje, zabójstwa. Już od początku szkolenia cały czas jest praca z aportem. Jeżeli pies ma chęć do aportowania, to nadaje się do tropienia. Na końcu, gdy znajdzie kogoś, otrzymuje nagrodę. Tak właśnie szkolimy – że na końcu, przy końcu śladu, jest nagroda – wyjaśnia przewodnik.
Nie tylko pies jeszcze przed właściwym szkoleniem przechodzi testy. Również policjant, który ma być przewodnikiem psa policyjnego sprawdzany jest, czy się do pracy w takim zespole nadaje. Nie każdy człowiek ma bowiem odpowiednie predyspozycje osobowościowe do pracy ze zwierzętami. Jeśli jakiś policjant nie ma odpowiedniego podejścia do zwierzęcia, nie czuje wspólnoty pies-człowiek, odrzucany jest ze szkolenia do służby w duecie z psem. Każdy policjant mający zostać przewodnikiem psa policyjnego jest bowiem sprawdzany pod kątem tego, jakie ma podejście do zwierzaka, jak również przechodzi testy sprawnościowe. Nie może być bowiem tak, że pies podejmie trop, zacznie ścigać przestępcę a jego przewodnik nie nadąży za nim biec. - Gdy pies przyzwyczai się już do przewodnika, wykonuje ćwiczenia z posłuszeństwa, zaczynają się typowe ćwiczenia pod służbę, jak tropienie śladu – mówi Aleksander Kosiński wyjaśniając, że szkolenie to wygląda tak, że ktoś układa ślad, a na końcu pies znajduje swoją ulubiona piłeczkę, gryzak czy inną ulubioną zabawkę. – Nos przy ziemi, ogon w górze, to prawidłowa postawa psa tropiącego – wyjaśnia Aleksander Kosiński dodając, że psy policyjne przechodzą także szkolenie obronne, by mogły obronić swojego pana. – Wtedy jest to agresja kontrolowana. Pies gryzie pozoranta i na daną komendę musi od niego odejść – mówi Aleksander Kosiński wyjaśniając, że pies policyjny ma zacząć gryźć na komendę i również na komendę przestać.
Jak wygląda zatem praca? – Zostawiamy pojazd w zasięgu wzroku i ruszamy na patrol. O ile policjanci chodzą po dwóch, to w wypadku przewodnika psa policyjnego policjant idzie sam z psem, to pies jest jego partnerem – wyjaśnia Aleksander Kosiński. Służba taka trwa 7 godzin. Bo godzina jest na to, by psa oporządzić – wyczesać, nakarmić. Pies nie może być karmiony przed służbą ani w czasie dyżuru domowego. Karmiony jest dopiero po służbie. Bierze się to stąd, że owczarek po posiłku nie może biegać i skakać, bo może dostać skrętu kiszek i wówczas pies jest nie do odratowania. Dlatego owczarek po jedzeniu obowiązkowo musi zażywać poobiedniej sjesty. Dla owczarków zalecany jest dwugodzinny odpoczynek po jedzeniu.
Praca psa policyjnego na co dzień polega na patrolowaniu ulic. W razie potrzeby para policjant i pies podejmują interwencje. Pies i jego przewodnik są wzywani do interwencji publicznych, takich, jak awantury, bójki na ulicy. Nie zabiera się natomiast psa na interwencje domowe, w pomieszczeniach zamkniętych. Jak reagują awanturnicy, gdy na interwencje przyjedzie policjant z psem? – Różnie. Jedni boją się psa, inni udają twardzieli. Zwłaszcza, gdy są pod wpływem alkoholu – mówi Aleksander Kosiński. Każdy pies podczas służby ma kaganiec, takie są przepisy. Pies policyjny jednak doskonale wie, jak uderzać kagańcem, by zadać ból. – Ja na kursie miałem piszczele i kolana sine… - wspomina Aleksander Kosiński szkolenie swojego psa nie z uderzania kagańcem, a pierwsze, podstawowe szkolenie. – Zanim pies przyzwyczai się do kagańca, ten mu przeszkadza. Ociera się, uderza, chce ściągnąć – wyjaśnia przewodnik.
Aleksander Kosiński ma psa patrolowo-tropiącego, wcześniej był przewodnikiem psa wykrywającego ładunki wybuchowe. Są też psy specjalizujące się w wykrywaniu narkotyków. Wśród społeczeństwa krążą nieprawdziwe mity, jakoby psy te były uzależnione od narkotyków, dlatego z pasją ich szukają. Jest to wierutna bzdura. Jak w takim razie miałyby być szkolone psy wykrywające materiały wybuchowe? Otóż, jak wyjaśniają policjanci pracujący z psami, całe szkolenie opiera się na zabawie. Zabawie z nagrodami, dodają. Pies nie będzie pracował należycie, jeżeli będzie karcony. – Psy specjalistyczne szkoli się piłeczkami, gryzakami, szmatkami. Wszystko na zasadzie zabawy – mówi Aleksander Kosiński wyjaśniając, że psy specjalistycznie szkolone do wyszukiwania nie są psami tropiącymi, a ich zadania ograniczają się do wąskiego kręgu wyszukiwania konkretnych rzeczy. Inne psy bowiem szkolone są do szukania narkotyków, inne do szukania materiałów, wybuchowych, którym to nieznani żartownisie dostarczają w ostatnich czasach sporo pracy placówkach administracji publicznych Cieszynie… Różnica jest i w szkoleniu, i w sposobie pracy. Psy szkolone do wykrywania materiałów wybuchowych, gdy znajdą to czego szukamy, albo siadają w miejscu, albo też warują. Nigdy nie dotykają. Taki pies już w trakcie szkolenia jest uczony, by nie drapał znalezionego przedmiotu, nie dotykał. Natomiast psy szkolone na narkotyki uczone są tak, że drapią w danym miejscu, gdzie narkotyk jest schowany.
Nie zawsze pies przez całą swoją służbę ma tego samego przewodnika, jednak zmiany w duecie przewodnik-pies zdarzają się tylko na skutek jakichś problemów np. choroby psa. Z założenia pies i policjant stanowią parę na cały okres służby psa. – Wszystkie psy, które ja miałem, miałem od początku do końca, oprócz tego, którego teraz mam z przekazania – mówi Aleksander Kosiński, dla którego jest to szósty pies.
Pies na służbie jest do około 9 roku życia. Przystępuje do służby mając półtora do dwóch lat. W wieku mniej więcej 9 lat odchodzi na emeryturę. W służbie jest więc około siedmiu lat. Jednak jeżeli po ukończeniu 9 roku życia pies jest nadal sprawny fizycznie i ma predyspozycje użytkowe, czyli tropienie śladu, zachowania w służbie patrolowej typu obrona przewodnika, agresja kontrolowana i nie ma żadnych dolegliwości zdrowotnych, to może zostać w służbie. Co dzieje się z emerytowanym psem? – Zostaje u przewodnika. Mojego poprzedniego psa, suczkę, która pracowała przy wykrywaniu materiałów wybuchowych, dałem mojej córce, która bardzo się z nią zżyła i bardzo chciała ją mieć. Obecnego mojego psa, gdy odejdzie na emeryturę, zabieram do siebie do domu. Teraz też jest cały czas ze mną. Po pracy jedzie ze mną do domu. Ma zrobiony swój kojec, po służbie wracamy do domu, wieczorem idziemy jeszcze razem na spacer – mówi Aleksander Kosiński wyjaśniając, że cotrzymiesięczne „przeglądy” weterynaryjne, odrobaczania, szczepienia są na jego głowie.
Aleksander Kosiński wyjaśnia także prawidłowości dotyczące każdego psa, nie tylko policyjnego. - Jeśli jest rodzina i w domu jest pies, to w tej rodzinie pies wybierze tylko jedną osobę, którą będzie dobrze słuchał. Pozostałych członków rodziny będzie tolerował, ale nie będzie się w stosunku do nich zachowywał tak, jak w stosunku do swojego właściciela, do tej jednej wybranej osoby, którą pies sam w rodzinie sobie wybierze– wyjaśnia Aleksander Kosiński mówiąc, że nawet jeśli wszyscy domownicy karmią, czeszą, dbają o psa, to on i tak wybierze jedną osobę, którą uzna za swego pana. – Mojego psa patrolowego żona też wypuszcza do ogrodu, karmi, ale jej już nie słucha tak, jak mnie – wyjaśnia Aleksander Kosiński w 2008 roku przeniósł się ze służby w Katowicach do Cieszyna. I wcale nie dlatego, że mieszka nad Olzą. Mieszka poza powiatem cieszyńskim, do pracy miałby bliżej do Bielska. Wybrał jednak Cieszyn. Dlaczego? – Bo jest pięknym miastem, jest tu ładnie – wyznaje. Wspomina, że gdy prezydentem był Aleksander Kwaśniewski przyjeżdżał czasem dwa razy w tygodniu by robić zabezpieczenie pirotechniczne i miasto nad Olzą tak mu się spodobało, iż uznał, że na co dzień chce patrolować właśnie jego ulice. Cieszyn, a także Wisłę i Zameczek poznał dzięki swemu poprzedniemu psu szkolonemu do wykrywania ładunków wybuchowych. – Dużo jej zawdzięczam – mówi z sentymentem o czworonożnym przyjacielu Aleksander Kosiński.
(indi)

Skoczów - najstarsze Koło Miejskie PTTK w Polsce

Skoczowskie Koło Miejskie PTTK ma już 85 lat. - Jest to najstarsze Koło Miejskie PTTK w Polsce. Te, które istniały wcześniej z czasem przekształciły się w Oddziały- wyjaśnia obecny prezes Koła Krzysztof Greń. Uroczyste obchody jubileuszu zaplanowano na 25 kwietnia.
Skoczów - najstarsze Koło Miejskie PTTK w PolsceObecny prezes Koła Krzysztof Greń przegląda pierwsze kroniki Koła, fot. indi
Koło przez cały okres swego istnienia działa bardzo prężnie organizując wiele imprez turystycznych. W latach 1960-1995 jego działacze zorganizowali 35 zawodów narciarskich. W 1970 roku ówczesny prezes Koła Bronisław Czech zapoczątkował umowne rozpoczęcie sezonu turystycznego smażeniem jajecznicy. Pierwsze odbyło się na Orłowej, gdzie wówczas mieściła się stacja turystyczna Koła. W sumie Koło prowadziło sześć takich stacji, wszystkie w rejonie Brennej, gdyż te okolice były i do dzisiejszego dnia są terenem, na którym działa Koło. Natomiast stacje turystyczne funkcjonowały: w starej szkole w centrum Brennej (obecnie mieści się tam przedszkole), u Romana Iskrzyckiego na Jatnym, u Urbasia również na Jatnym, tyle że w dolnej części doliny (kroniki Koła podają, że u obywatela Urbasia nie podając imienia gospodarza), na Hołcynie, u Józefa Grenia na Starym Groniu oraz na Orłowej.
Sztandarowymi imprezami organizowanymi przez działaczy turystycznych spod Kaplicówki oprócz wspomnianego już rozpoczęcia sezonu turystycznego przy jajecznicy jest Pieczenie Barana na Starym Groniu zawsze w drugą niedzielę września, które w tym roku odbędzie się już po raz 64. Koło promuje także od 2003 roku akcję „Zdobywaj góry, zdobywaj GOT” organizując ciekawe wycieczki krajoznawcze. Do końca 2014 odbyło się 136 wycieczek, w których uczestniczyło 2983 osób. Uczestnicy akcji zdobyli 305 różnego stopnia odznak GOT. Diałacze Koła promują także turystykę górską wśród niezrzeszonej młodzieży, organizując zawsze w ostatnią sobotę maja rajd szkolny dla młodzieży z terenu gminy Skoczów. W tym roku odbędzie się już po raz 37.  z metą na Równicy.

Skoczowskie Koło skupia ponad stu członków. O kole powstały dotąd dwie prace naukowe: praca licencyjna Ireny Greń pisana na Wydziale Etnologii i Nauk o Edukacji cieszyńskiego Uniwersytetu Śląskiego oraz magisterska Piotra Serafinowskiego pisana na kierunku Animacja Społeczno-Kulturalna wydziału Pedagogiczno-Artystycznego cieszyńskiej uczelni.

Z dokładną historią skoczowskiego Koła oraz planem imprez zapoznać się można na stronie internetowej Koławww.pttk.skoczow.ox.pl. A tak o jego początkach pisał Tadeusz Tobiasiewicz: "W październiku 1929r w schronisku na Równicy spotkali się - trochę przypadkowo - turyści ze Skoczowa. Byli tam m.i. dr Kisza - Adwokat, mgr Olszak - aptekarz, dyr. Banku Buczkowski, nauczyciel Krpec, hurtownik Jamroz i A. Michalski. Właśnie tam, w schronisku na Równicy postanowili założyć Koło Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Skoczowie. Następne spotkanie osób - założycieli odbyło się w styczniu 1930 roku i wtedy uchwalono, że Walne - Założycielskie zebranie Koła PTT w Skoczowie, odbędzie się w kwietniu 1930 roku."
Całość archiwalnego artykułu znajdziemy tutaj .

(indi)

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Śmiergust - Poniedziałek Wielkanocny

radycyjnie drugi dzień Wielkanocy, czyli poniedziałek, jest najbardziej odpowiednim momentem do odwiedzania dalszych krewnych i znajomych i składania im życzeń. Z dniem tym wiąże się też zwyczaj śmiergustu zwanego w Polsce śmigusem-dyngusem.
Śmiergust - Poniedziałek WielkanocnyW Brennej od kilkudziesięciu już lat po śmierguście jeżdżą strażacy, fot. indi
Mężczyźni, niezależnie od wieku, od samego rana „chodzili po domach poloć i wysuszyć wierzbowymi prętami każdą kobietę bez względu na jej wiek”, wspomina Jan Szymik na kartach „Dorocznych zwyczajów i obrzędów na Śląsku Cieszyńskim” (wyd. Sekcja Ludoznawcza PZKO, 2012). Śmiergustnicy, bo tak nazywali się ci zawadiacy, odwiedzali przeważnie krewne, koleżanki, sąsiadki, ale przede wszystkim pojawiali się w tych domach, w których były panny na wydaniu: „Tam też było najweselej i najhuczniej, bo często zaciągano stawiające opór dziewczyny do studni i polewano je wodą studzienną z wiader, szkopków, putni i żberów. W nowszych czasach bywa i tak, że dziewczynę zanosi się do wanny i puszcza na nią wodę z prysznica”.

- Kiedyś, w młodości przed śmiergustem wymyśliłyśmy z koleżankami że namoczymy w wannie pranie, to unikniemy wsadzenia nas tam i zlania wodą. Tymczasem chłopcy przyszli, zajrzeli do łazienki i ucieszeni zawołali „o już tu wodę nawet mamy!” po czym wrzucili mnie do wanny z praniem i mydlinami… - wspomina ponad osiemdziesięcioletnia dziś Anna Tyrnowa z Trzyńca.

„Następnie śmiergustnicy suszyli karwaczym (korbaczym), czyli uderzali po łydkach dziewczyny misternie uplecionym biczykiem z wikliny, ozdobionym kolorowymi wstążkami” – wyjaśnia Szymik.

Inną formą śmiergusta, dostosowaną do nowych czasów, praktykują od kilkudziesięciu lat w Brennej tamtejsi strażacy. Otóż w Poniedziałek Wielkanocny jeżdżą wozem po wsi i polewają wszystkie podwórka jakie znajdą się na ich szlaku, a jednocześnie zbierają od mieszkańców datki na działalność breneńskiej OSP. – Teraz to leją z kulturą, symbolicznie, tylko na podwórzu — wspomina jedna ze starszych mieszkanek — ale pamiętam, że dawniej to lali po oknach i często ludzie się obrażali, bo świeżo umyte szyby były całkiem zachlapane.
Natomiast — i to może zaskoczyć — w Kościele rzymsko-katolickim ten dzień nie ma specjalnego znaczenia. Ot kontynuowane jest radosne świętowanie zmartwychwstania Chrystusa, które w sposób uroczysty trwa całą Oktawę Wielkanocną (do Niedzieli Przewodniej zwanej obecnie w Kościele Niedzielą Miłosierdzia). Okres ten jest „niedzielą niedziel” i każdego z tych dni odprawiana msza ma świąteczną oprawę, ciekawostką jest, że w średniowieczu w niektórych krajach podczas Oktawy Wielkanocnej chłopi byli zwolnieni z pańszczyzny.

Natomiast cały okres wielkanocny trwa pięćdziesiąt dni, aż do uroczystości Zesłania Ducha Świętego włącznie. W tym okresie obowiązkiem każdego katolika jest przystąpienie do komunii świętej. Mało znanym, również wśród osób praktykujących faktem jest to, że w tym czasie nie odmawia się w południe modlitwy Angelus Domini („Anioł Pański”) tylko Regina Coeli („Królowo nieba, wesel się, alleluja! Albowiem Ten, któregoś nosić zasłużyła, alleluja! Zmartwychwstał, jak powiedział, alleluja!”).

(ÿ)