środa, 16 września 2015

Jubileusz budynku szkoły ewangelickiej w Ustroniu

Dziś mieści się tam Zespół Szkół Zakładu Doskonalenia Zawodowego. Jednak w historii Ustronia budynek ten zapisał się przede wszystkim jako nie tylko szkoła ewangelicka, ale także pierwsza szkoła polska w Ustroniu. Obecny gmach wzniesiono 145 lat temu.
Jubileusz budynku szkoły ewangelickiej w UstroniuTablicę na budynku szkoły odsłonił zwierzchnik Diecezji Cieszyńskiej kościoła Ewangelicko-Augsburskiego ks.bp Paweł Anweiler, fot. indi
Z tej okazji 15 września odsłonięto wmurowaną w elewację budynku tablicę pamiątkową, a Parafia Ewangelicko-Augsburska w Ustroniu, Towarzystwo Miłośników Ustronia oraz Polskie Towarzystwo Ewangelickie Oddział w Ustroniu zorganizowały w sali sąsiedniego Domu Parafialnego sesję popularnonaukową.
Tablicę odsłonił zwierzchnik Diecezji Cieszyńskiej kościoła Ewangelicko-Augsburskiego ks.bp Paweł Anweiler, który przy tej okazji przeczytał fragment Ewangelii św. Jana mówiący o tym, że na początku było słowo. Na uroczystości nie zabrakło przedstawicieli władz miasta, Kościoła i środowiska nauczycielskiego.

Teraz na budynku widnieją dwie tablice pamiątkowe. Wcześniejsza, odsłonięta w roku 1987 nie zawiera bowiem pełnych informacji na temat szkoły, której budynek-jubilat służył. – Nie znalazła się na niej uwaga, że do końca sierpnia 1939 roku była to szkoła wyznaniowa – wyjaśnia Michał Pilch, działacz Polskie Towarzystwo Ewangelickiego.

Po odsłonięciu tablicy zainteresowani tematem udali się do pobliskiego Domu Parafialnego na sesję popularno-naukową. Otworzyła ją duchowa uczta w postaci występu artystycznego z programem słowno-muzycznym uczniów Klimatycznej Szkoły Podstawowej nr 2 im. Jerzego Michejdy w Ustroniu. Wygłoszono trzy skrócone referaty, których pełne wersje ukażą się w przyszłorocznym „Pamiętniku Ustrońskim”.

Lidia Szkaradnik omówiła dzieje szkolnictwa ewangelickiego w Ustroniu. Bożena Kubień opowiedziała o historii zabytkowego gmachu szkoły przy ul. Stawowej 3 w Ustroniu prezentując zachowane archiwalne fotografie, szkice i ryciny. Ewa Lankocz natomiast w referacie zatytułowanym „Od Polskiego Kółka Pedagogicznego do Związku Nauczycielstwa Polskiego – z dziejów organizacji nauczycielskich w Ustroniu” omówiła historię ruchu nauczycielskiego. Wspominano Jerzego Michejdę, który w okresie międzywojennym był wpierw kierownikiem, później dyrektorem szkoły. Zwracano uwagę na to, że już wówczas Michejda podkreślał, że szkoła daje młodemu człowiekowi nie tylko wiadomości, ale także umiejętności praktyczne, a sadzając dziecię bogacza obok dziecięcia biedoty „wyrabia w dzieciach poczucie żeśmy równi i jednakowej godności przed Bogiem i przed ludźmi.” Kubień podkreślała, że stawiano wówczas na umiejętności praktyczne. „Szkoła uczy nie coś wiedzieć, ale też coś zrobić” – pisał Michejda o potrzebie założenia ogrodu szkolnego. „Bo nie wiedza i teoryja, ale tylko praktyka z nią połączona mogą mieć znaczenie” – twierdził Michejda.
(indi)

Posprzątali Cieszyn

Młodzież z czterech cieszyńskich szkół we wtorek 15 września miast uczyć się teorii w szkolnych ławach uzbrojona w worki na śmieci i foliowe rękawiczki ruszyła do nierównej walki z masą śmieci pozostawianych przy ścieżkach biegnących przez malownicze miejskie tereny zielone przez nie dbających o estetykę i środowisko mieszkańców Nadolziańskiego Grodu.
Posprzątali CieszynŚmieci młodzież znalazła nawet tuż pod tabliczką. Fot: (indi)
Akcję sprzątania cieszyńskich rezerwatów działacze Komisji Ochrony Przyrody przy Oddziale PTTK „Beskid Śląski” w Cieszynie zorganizowali już po raz 16. Tym razem wzięli w niej udział uczniowie Zespołu Szkół Ekonomiczno-Gastronomicznych w Cieszynie, Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych im. Władysława Szybińslkiego, Liceum Ogólnokształcącego nr 1 im Osuchowskiego oraz Gimnazjum nr 2 im. Jana Kubisza. Ruszyli ścieżkami cieszyńskich rezerwatów i terenów zielonych do nich przyległych podzieleni na cztery grupy, z których każda uzbierała 10 wielkich. 100-litrowych worów śmieci.

Po niestety obfitych zbiorach i pozostawieniu zapełnionych worów w umówionych z Zakładem Gospodarki Komunalnej miejscach uczniowie spotkali się pod wiatą restauracji „Ogrodowa”, gdzie dzięki uprzejmości jej gospodarzy mogli posilić się ciepłą kiełbaską i herbatą, a także wziąć udział w przygotowanym przez przewodniczącego KOP PTTK Jana Machałę i przedstawiciela Nadleśnictwa Ustroń Wiktora Naturskiego konkursie wiedzy krajoznawczo przyrodniczej. Akcje sprzątania mają bowiem na celu nie tylko oczyszczenie terenów zielonych miasta ze śmieci, ale także ogólnie pojętą edukację ekologiczną młodzieży. W konkursie po dogrywce pierwsze miejsce zajęła Wiktoria Przybyła (ZSP im. Szybińskiego), drugie Mateusz Szczypka (G2). Na kolejnych miejscach uplasowali się Michał Piwowarczyk (LO 1) i Jakub Chmiel (ZSEG). Ufundowane przez Nadleśnictwo Wisła i Oddział PTTK „BŚ” nagrody wręczał przedstawiciel Nadleśnictwa Wisła Wiktor Naturski, prezes honorowy Oddziału PTTK Ryszard Mazur oraz prezes KOP PTTK Jan Machała. Organizatorzy akcji podziękowali młodzieży i ich opiekunom za zaangażowanie w akcję i wyrazili nadzieję, że dzięki niej młodzi ludzie nie tylko sami nie będą śmiecić, ale także będą mieli odwagę zwracać uwagę innym, gdy będą zachowywać się niewłaściwie. - Niechlubne owoce naszej dzisiejszej akcji są tym razem duże. Myślę, że ta impreza organizowana już od ośmiu lat będzie nadal kontynuowana i może w ten sposób ci, którym tak ciężko jest wyciągnąć rękę i wrzucić śmieci do kosza zreflektują się i może tych odpadów podczas następnych akcji zbierania będzie mniej – mówił Ryszard Mazur.
(indi)








wtorek, 15 września 2015

Lipowiec: Polak Węgier dwa bratanki i do szabli, i do... krwi

W sobotę 12 września odbył się w Lipowcu drugi już Festyn Polsko-Węgierski. Uczestnicy mieli m.in. niepowtarzalną okazję skosztowania węgierskich potraw, które na miejscu gotowali goście z partnerskiego dla gminy Ustroń, położonego niecałe 50 km od Debreczyna Hajdúnánás.
Lipowiec: Polak Węgier dwa bratanki i do szabli, i do... krwiPolak Węgier dwa bratanki... muzycy dogadywali się pomimo bariery językowej, fot. indi
Oryginalne węgierskie placki z warzywami zdobywały podniebienia lipowczan, a ci, którym nie w smak kulinarne podróże, pozostawali przy swojskim żurku i grochówce. Do tańców przygrwała „Torka”, kapela Kaza „Nędzy” Urbasia, która tym razem przeskoczyła rączo z beskidzkiej na madzairską nutę.

- Choć współpraca Ustronia z Hajdúnánás(czyt. „hojdunanasz” – przyp. ÿ) trwa już wiele lat, to jednak ograniczała się jedynie do Ustronia-Centrum – mówi przewodnicząca KGW w Lipowcu Olga Kisiała. – Ale trzy lata temu zostałyśmy zaproszone, jako przedstawicielki ustrońskich Kół Gospodyń Wiejskich, na czterodniwy wyjazd na Węgry w ramach projektu zrealizowanego z funduszy unijnych. I wtedy pomyślałyśmy, że możnaby zaprosić Węgrów do siebie, by pokazali nam swoje tradycje kulinarne, które mają jednak inne.

Wiadomo, że w kuchni naszych bratanków króluje papryka, której nie zabrakło i na lipowieckim festynie. - Mielona papryka na Węgrzech inaczej smakuje – kontynuuje Kisiała- ma nawet inny kolor, inny aromat. Potrawa nabiera też ładny kolor. Kisiałakiedy była pierwszy raz w Hajdúnánás dostała od swych węgierskich przyjaciół oleje z ziołami. - Mięso tylko nacieram, bo ten olej ma na tyle dużo aromatu, że nie muszę dodawać innych przypraw.

Ale nie tylko ilość przypraw może zadziwić nasze podniebienia. Kisiała wspomina, że jak miała okazję uczestniczyć zimą tego roku w tradycyjnym węgierskim świniobiciu, to pierwsze dania, które pojawiły się na talerzu były z krwi. - U nas daje się ją co najwyżej do kaszy i miesza, żeby nie robiły się skrzepy. Natomiast tam tę krew się zostawiało i wlewało do wrzątku, by nabrała konsystencji wątróbki. I to jadło się później podsmażone na cebulce. Jak mówi Kisiała było to smaczne, ale część polskiej delegacji nie mogła się przełamać. Konsumpcja krwi to jednak jest pewna bariera i kulinarna, i kulturowa.

Na szczęście na Festynie krwią nie częstowano. A jedyny problem, jaki mieli lipowczanie ze swoimi gośćmi, to kwestie językowe. W grupie, która w ten weekend gotowała w kociołkach u stóp Żarnowca „madziarski gulasz” tylko jedna osoba mówiła po angielsku. A znajomością węgierszczyzny nie mogli się też pochwalić gospodarze. - W zeszłym roku mieliśmy tłumacza i było przyjemniej, bo można było z nimi o wszystkim rozmawiać. Teraz jesteśmy bez, ale radzimy sobie jak tylko możemy, więc porozumiewamy się przede wszystkim rękami, coś pokażemy, coś napiszemy poprzez elektroniczne tłumacze. A ilość wypitej palinki (destylowana z owoców wódka – przyp. ÿ) – dodaje z uśmiechem Kisiała- też pomaga w kontaktach.

Tegorocznna edycja Festynu Polsko-Węgierskiego, organizowana przez Koło Gospodyń Wiejskich w Lipowcu została zrealizowana w ramach Programu „Działaj lokalnie” utworzonego przed piętnastoma laty przez Polsko-Amerykańską Fundację Wolności i Akademiię Rozwoju Filantropii w Polsce, którego lokalnym koordynatorem w naszym regionie jest Stowarzyszenie Cieszyńskiej Młodzieży Twórczej. Kisiała chciałaby, aby w przyszłym roku ta polsko-węgierska impreza została wpisana w kalendarz wydarzeń kulturalnych gminy Ustroń. - Tego roku termin Festynu pokrył się niestety z zawodami strażackimi, a z pewnością chętnie przyszliby druhowie z lipowieckiej OSP. Może też wtedy miasto mogłoby znaleźć w budżecie środki na te działania...

I tego można by życzyć Gospodyniom z Lipowca, bo warto korzystać z otwartych granic Europy, pojechać a i zaprosić, i zadziwić się niekiedy, że raptem te czterysta kilometrów dalej mieszkają ludzie o innej chociażby tradycji kulinarnej, którzy z apetytem pałaszują gotowaną świńską krew, a do wszystkiego wsypują aromatyczną paprykę.

(ÿ)











poniedziałek, 14 września 2015

Pół wieku działalności KGW w Lipowcu

Koło Gospodyń Wiejskich w Ustroniu Lipowcu istnieje już pół wieku. Przez ten czas zmieniał się charakter działalności organizacji. Zmieniały się czasy, co innego leży teraz w kręgu zainteresowań gospodyń wiejskich. Lipowiec też przeistoczył się z samodzielnej niegdyś wsi w dzielnicę Ustronia. Jedno pozostało jednak niezmienne - aktywne działanie lipowieckich pań dla własnego samorozwoju i na rzecz lokalnej społeczności.
Pół wieku działalności KGW w LipowcuCzłonkinie Koła podczas jubileuszowej imprezy świetnie się bawiły, fot. indi
Historię koła wspominano podczas zorganizowanego w sobotę 12 września jubileuszu, który stał się także okazją do festynowej zabawy integrującej lokalną społeczność.
Festyn z okazji jubileuszu działaczki Koła Gospodyń Wiejskich zorganizowały w sobotnie popołudnie 12 września przy szkole podstawowej w Lipowcu. Dzięki dotacji, jaką paniom udało się pozyskać z programu "DZIAŁAJ LOKALNIE" IX Program Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności realizowanego przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce oraz Stowarzyszenie Cieszyńskiej Młodzieży Twórczej goście wysłuchali występu kapeli „Torka” Kaza „Nędzy” Urbasia oraz zostali poczęstowani żurkiem ugotowanym w wielkim kotle kuchni polowej. Z gratulacjami, życzeniami dalszych lat działalności i prezentami na jubileusz przybyli przedstawiciele władz samorządowych czy organizacji rolniczych. Przewodnicząca lipowieckiego KGW Olga Kisiała przybliżyła zebranym historię koła i zaprosiła do wspólnego świętowania przy regionalnej strawie tak duchowej, w postaci granej na żywo muzyki, jak i kulinarnej. Imprezę uświetnił także występ taneczny dzieci z miejscowej szkoły które dały dowód na to, że tradycja Śląska Cieszyńskiego jest im bliska.

- Koło prawdopodobnie powstało troszkę wcześniej, niż w 1965 roku. Nieco chyba się odmłodziłyśmy – mówi obecna przewodnicząca KGW w Lipowcu Olga Kisiała wyjaśniając, że niestety przez te wszystkie lata nie była prowadzona kronika, a datę założenia Koła panie zaczerpnęły z informacji prasowych w których wspomniane zostało istniejące już Koło. - Teraz też nie mamy typowej kroniki z informacjami o działalności Koła. Są tylko albumy ze zdjęciami. I jak ktoś by je oglądał to mógłby dojść do wniosku, że my tu tylko na wycieczki jeździmy. Tymczasem przecież zdjęcia robi się właśnie na wycieczkach, imprezach, a podczas pracy nikt nie ma czasu i nie pomyśli o tym, by to uwiecznić – mówi. A tej zwykłej pracy w ciągu roku jest w lipowieckim KGW sporo. Panie przede wszystkim stawiają na samorozwój i międzypokoleniową wymianę doświadczeń, wiedzy oraz integrację. Stąd regularne akcje typu wspólne pieczenie ciasteczek seniorek z KGW z uczniami miejscowej szkoły podstawowej.

Lipowieckie koło powstało pół wieku temu z inicjatywy miejscowej przedszkolanki. Pierwszą przewodniczącą była żona ówczesnego dyrektora szkoły Stefania Balcar. Koło działało w zupełnie innych realiach. Przede wszystkim Lipowiec był samodzielną wioską, ze swoją odrębnością. Wioską, która organizowała swoje własne dożynki.
- Stąd przyjęłyśmy tą datę powstania Koła. Bo jest zdjęcie z dożynek w Lipowcu w 1965 roku na którym widać nasze członkinie. Poza tym w tym samym roku w „Trybunie Ludu” była wzmianka, że coś w Lipowcu robiono w czynie społecznym i pisze tam czarno na białym, że panie z Koła Gospodyń Wiejskich uczestniczyły w pracach. Koło musiało już więc wtedy istnieć.
Kolejnymi przewodniczącymi były: Stefania Balcar, Helena Wałach, Franciszka Madzia, Teresa Jurecka, Maria Tomiczek. Olga Kisiała przewodniczącą jest od 2000 roku. Zmiany nie były więc zbyt częste.
Na początku swej działalności Koło zajmowało się rozprowadzeniem materiału siewnego, kurcząt. W Kole działały panie zajmujące się na co dzień rolnictwem. Wiele zmieniło się już w 1974 roku, podczas reformy administracyjnej, w wyniku której Lipowiec stał się częścią miasta Ustroń
- Jesteśmy Kołem Gospodyń Wiejskich działającym w realiach miasta. Osób stricte związanych z rolnictwem jest coraz mniej. Na terenie Lipowca jest tylko kilka dużych gospodarstw rolnych – wyjaśnia Kisiała. Sama przyznaje, że osobiście z rolnictwem ma tyle wspólnego, że jej mąż jest właścicielem pola, którego jednak nie uprawia, a dzierżawi. A z inwentarza ma tylko małego psa.

Czym się więc zajmują lipowieckie gospodynie? - Staramy się wypracowywać środki, które pozwalają nam na wyjazdy. Wtedy paniom, które liczą się z pieniądzem jest łatwiej. Są też regularne spotkania, podczas których panie uczą się bądź dowiadują czegoś nowego. Ostatnio przykładowo tematem spotkań było robienie eleganckich drinków, nowoczesne nakrycie stołu czy fryzjerstwo - jak szybko i prosto zrobić sobie fajną fryzurę. Zdecydowanie zainteresowaniem nie cieszą się natomiast tematy prozdrowotne. Zaś niezmiennie popularnym tematem zajmującym panie z KGW jest gotowanie. - Zwracamy na przykład uwagę na to, że stare potrawy, które są bardzo proste, można nieco zmodyfikować i wówczas nadają się na eleganckie przyjęcie.
No i oczywiście uczestniczą w konkursach kulinarnych.

Koło liczy 120 członków, z których, jak to w każdej organizacji bywa, nie wszyscy czynnie działają. - Jednak wiele jest pań, które działały wiele lat, a teraz są już przykute do łóżek. O nich też pamiętamy, odwiedzimy. Są też młode dziewczyny, które przy dzisiejszym trybie życia nie zawsze mają czas, ale w miarę możliwości się udzielają – wyjaśnia przewodnicząca. Najmłodsze członkinie Koła mają 15 lat. W kole działają całe wielopokoleniowe rodziny. Choć przewodnicząca przyznaje, że często na działalność mają czas babcie i wnuczki, a paniom w średnim wieku nadmiar obowiązków nie pozwala zbyt aktywnie uczestniczyć w życiu Koła. Najaktywniej działają wdowy. - Czują się źle w społeczeństwie. Czują się źle mając jechać pojedynczo na wczasy, do tego dochodzi dopłata do jednoosobowego pokoju i tego typu problemy. Koło pozwala się im w jakiś sposób realizować. Jest ich dużo w Kole. Często są to panie, które w Kole były od dawna, ale kiedy owdowiały stały się bardziej aktywne. - No bo też mąż nie mówi im „po co tam znowu idziesz”, „gdzie cie niesie” i tak dalej… - zauważa przewodnicząca dodając, że nie jest to tak, że aktywnie działają tylko te panie, które nic innego nie mają do roboty, gdyż często wiele czasu pracy w Kole poświęcają także panie aktywne zawodowo które wśród licznych obowiązków wygospodarowują czas także na społeczną pracę w Kole.

Po jubileuszowej imprezie panie wcale nie zamierzają spocząć na laurach i już planują dalsze przedsięwzięcia. W październiku pojadą na wycieczkę na Słowację. – Będziemy zwiedzać Park Narodowy przejeżdżając przez niego kolejką wąskotorową, więc mogą jechać wszystkie panie, które mają kłopoty z chodzeniem. Bo na takie aspekty podczas planowania wyjazdów muszę zwracać uwagę – wyjaśnia przewodnicząca. Jeszcze tego roku lipowieckie gospodynie czeka także walne zebranie Koła o szczególnie uroczystym charakterze. I tradycyjny wigilijka seniorów, na którą panie z KGW zapraszają wszystkich seniorów z Lipowca bez względu na płeć, wyznanie, przynależność do organizacji. Takich osób, które ukończyły 75 lat w Lipowcu jest ponad setka.
(indi)











sobota, 12 września 2015

Ceramiczne ptaki w cieszyńskim Domu Narodowym


CIESZYN / Do 25 września w galerii Cieszyńskiego Ośrodka Kultury Dom Narodowy oglądać można wystawę ceramiki „Ptaki”. Swe prace prezentują na niej uczestnicy zajęć pracowni ceramicznej, która działa przy COK Dom Narodowy już piętnaście lat.
Wystawę zorganizowano z okazji jubileuszu istnienia pracowni. Jak podczas wernisażu 7 września podkreśliła prowadząca od samego początku zajęcia w pracowni Gabriela Zbrońska, przez te piętnaście lat przewinęło się przez pracownię wiele wspaniałych osób. Od samego początku organizowane były też wystawy. Jednak od jakiegoś czasu przybrały one formę wystaw tematycznych.
- Te wystawy są ciekawsze. Choć jest jeden temat, to wystawa jest zarazem i jednorodna i różnorodna – mówiła podczas wernisażu Zbrońska. I zachęciła gości, by przyszli poobcować z ceramicznymi ptakami również poza wernisażem, kiedy odbiór sztuki w ciszy i spokoju będzie głębszy, bardziej refleksyjny.
(indi)

piątek, 11 września 2015

las Parchowiec w okolicy ul. Szyrotka


Nie tylko chińczyk, czyli gry planszowe na Zamku

Do końca października w sali wystawowej Zamku Cieszyn obejrzeć można zapomniane nieco w dzisiejszych czasach komputerów, tabletów i smartfonów gry planszowe. Nie tylko obejrzeć, ale i w niektóre z nich zagrać.
Nie tylko chińczyk, czyli gry planszowe na ZamkuNajrozmaitsze gry planszowe obejrzeć można w gablotach wystawowych, ale także w niektóre zagrać przy specjalnych stolikach z grami, fot. indi
Organizatorzy wystawy podkreślają, że gry planszowe ćwiczą umiejętność planowania, zdolności taktyczne, rozwijają myślenie strategiczne i wyobraźnię. Ale ich wielką zaletą jest też to, że łączą ludzi. W dzisiejszych zabieganych czasach, gdy każdy domownik pędzi w pośpiechu do swych zajęć, a wielu ludzi wolny czas spędza patrząc samotnie, nawet jeśli w pokoju jest więcej osób, w ekran telewizora czy monitor komputera, gdy cała rodzina wspólnie usiądzie przy grze planszowej jest to miła wspólna rozrywka.
Gry mają także niebagatelne znaczenie dla rozwoju dzieci i ćwiczenie umysłu dorosłych. Gry dają bowiem dużo radości, ale bywa, że trzeba mocno wysilić szare komórki. - Na wystawie można zobaczyć nasz subiektywny wybór gier, a także spróbować swoich sił w kilku z nich. To nasze zaproszenie, wstęp do fantastycznej przygody, dla tych którzy jeszcze nie odkryli dlaczego warto spędzać czas z rodziną, czy przyjaciółmi grając w planszówki – zachęca Anna Dmytruszyńska, kurator wystawy.
Wystawę zwiedzać i czas spędzić przy stolikach do gier można od 9.00 do 17.00.
(indi)