IMG_6596Tuż po święcie Trzech Króli, 7 stycznia, w cieszyńskim Domu Narodowym zorganizowano prelekcję pod tytułem: Czas przejścia. Od św. Łucji do Trzech Króli. Wykład opisujący ten magiczny czas Godnych Świąt wygłosił prof. Daniel Kadłubiec, etnograf, badacz kultury, folkloru i języka Śląska Cieszyńskiego. Wstępem natomiast był występ grupy należącej do zespołu Czantoria z Lesznej Górnej pod dyrekcją Ireny Klimczak. Całość wykładu przeplatana była oryginalnymi wiynszami z naszego regionu prezentowanymi przez członków zespołu.
Profesor omawiając mające swój rodowód w magii przedchrześcijańskiej obrzędy i zwyczaje praktykowane na Śląsku Cieszyńskim po obu stronach Olzy nie omieszkał oczywiście wspomnieć o tematyce samego Zaolzia.
- Bo zazwyczaj jest tak, o czym mówił już Henryk Jasiczek, że my wiemy, że są dwaj Polacy w puszczy brazylijskiej, ale że mamy Zaolzie pod nosem, tego nikt nie wie. A już przecież Paweł Stalmach, jak był na Zjeździe Słowiańskim w Pradze, a był to rok 1848, powiedział tak: pamiętajmy, że wśród Słowian jesteśmy Polakami, a wśród Polaków jesteśmy Ślązakami.
Prof. Daniel Kadłubiec podkreślał niesamowite bogactwo naszej kultury. – Śląsk Cieszyński w granicach historycznych to jest 2280 km kwadratowych, a sam Jan Tacina zapisał tutaj 12 tysięcy pieśni, mamy obrzędy, tańce – wyliczał w podsumowaniu podkreślając, że Cieszyniacy będą tak długo silni, jak długo będą pielęgnowali tradycję, bo to korzenie są fundamentem siły człowieka, społeczności i narodu, a kultura jest wyznacznikiem naszej tożsamości.
Profesor zwrócił także uwagę na kierunki, w jakich ewoluuje kultura. Nie da się ukryć, że ogólnie ulega zubożeniu i uproszczeniu.
- Struktura kultury, obrzędowości jest upraszczana. Następuje pewne uszczuplenie kultury obrzędowej – mówił etnograf zwracając uwagę na takie aspekty, jak choćby to, że kiedyś się śpiewało, teraz się nie śpiewa. Z biegiem lat funkcja wielu zwyczajów i obrzędów zmieniła się wpierw z magicznej na estetyczną, a później z estetycznej na… komercyjną. Najlepszym tego przykładem jest drzewko wigilijne, które jest symbolem czasu świątecznego obecnie atakującym nas ze sklepowych witryn już od pierwszego dnia po Wszystkich Świętych, kiedyś natomiast miało znacznie głębszą symbolikę.
- Drzewko wnoszone było do domu zawsze 24, nie w żaden inny dzień. Kiedyś to drzewko było symbolem nowego życia. Wnosząc drzewko wiecznie zielone wnoszono magię wegetacyjną. Z tego punktu widzenia sztuczne drzewko nie ma żadnego sensu, ponieważ nie ma tego symbolu żywości, impulsu wegetacyjnego – wyjaśniał Daniel Kadłubiec. Prelegent wskazał także na zaskakujące nieraz pochodzenie poszczególnych zwyczajów i obrzędów praktykowanych na Śląsku Cieszyńskim w czasie od św. Łucji do Trzech Króli.
(indi)