środa, 12 sierpnia 2015

Seniorzy z Wędryni przyszłością naszego „hospicjum”

IMG_1758WĘDRYNIA / Kondycja polskości na Zaolziu była jednym z głównych punktów dyskusji podczas spotkania 4 sierpnia z autorem książki „Hospicjum Zaolzie” Jarosławem jot-Drużyckim w Klubie Seniora PZKO w wędryńskiej „Czytelni”. Uczestnicy byli zainteresowani spostrzeżeniami etnografa, a przede wszystkim człowieka z zewnątrz na temat ich rodzinnej ziemi. 
Nie mogło oczywiście zabraknąć pytania o sam kontrowersyjny tytuł publikacji.
— Nie chciałem tym tytułem nikogo obrażać, a po prostu zauważyłem, że państwo są przedostatnim pokoleniem Polaków na Zaolziu – stwierdził Drużycki.
Zauważył też, że ostatnie osoby posługujące się literacką polszczyzną, to dzisiejsi 60-latkowie. Obecny na spotkaniu wójt Wędryni Bogusław Raszka (choć seniorem jeszcze nie jest) stwierdził, że często jest tak, że Zaolziak w żadnym języku poprawnie nie mówi.
— Byłem kiedyś na konferencji w Cieszynie gdzie mówiono po polsku, czesku i „po naszymu”. Zastanawiałem się w jakim języku mam przemówić. Czy po czesku jako reprezentant gminy w Republice Czeskiej, czy po polsku, a może gwarą. Stwierdziłem, że po czesku nie, bo kiedyś kolega powiedział, że nie idzie mi to najlepiej. Dalej zastanawiałem się, że po polsku też nie będzie to bez błędu. No to może „po naszymu”, ale przypomniałem sobie, jak kiedyś profesor Kadłubiec zwrócił mi uwagę, że to się tak nie mówi „po naszymu”…
Wśród obecnych w wędryńskiej „Czytelni” jedni bronili gwary jako tradycji naszych przodków, inni woleliby jednak słyszeć na co dzień literacką polszczyznę.
— Za moich czasów nauczyciele w szkole nie używali gwary. A teraz nauczyciele chodząc po korytarzu chowają sobie „kapesníky do kabelek”. Moim zdaniem w polskich szkołach powinno mówić się po polsku – stwierdził Jerzy Macura.
Natomiast rozmawiania miedzy sobą gwarą nie potępił Raszka wskazując, że gwara jest tradycją i bogactwem tego regionu.
— Ale czysta gwara — dodał Jan Musioł. I tu rozpętała się dyskusja nad tym, na czym ma polegać jej czystość. Przecież wiadomo, że język żyje i ulega wpływom, tak więc w gwarze naszych dziadków więcej było germanizmów, natomiast teraz pojawia się więcej czechizmów.
— Lepsze są jednak dwa „banhofy” niż cztery „nadrażi” — zażartował jeden z obecnych.
Raszka wspomniał, że jak przed dziesięciu laty występowali w Wiśle z zespołem i mówili „po naszymu” to tamci miejscowi, „raptem zza grónia”, zza Czantorii, ze zdziwieniem pytali jak to jest, że mówią „po naszymu”, skoro są z Czech. — Musieliśmy im sporo tłumaczyć.
Zaczęto się więc wspólnie zastanawiać, czy Czantoria łączy czy też dzieli Polaków z obu części Śląska Cieszyńskiego, ale nie udało się dojść do wspólnej konkluzji.
Poruszono też kwestie mentalności Ślązaków Cieszyńskich. Prowadzący spotkanie prezes Klubu Seniora Stanisław Samek nawiązując do wywiadu z autorem „Hospicjum” publikowanego w naszym miesięczniku zapytał o wschodnie korzenie warszawiaka Drużyckiego.
— Że jestem człowiekiem wschodu pierwszy raz poczułem, kiedy przyjechałem na Śląsk Cieszyński. Nagle zorientowałem się, będąc w jego polskiej części, że jestem w obcym państwie. Że mimo, że jestem w Cieszynie czy Skoczowie, to mentalnie jest to inne państwo.
Spośród niemal czterdziestu uczestników spotkania siedmiu książkę czytało już wcześniej, mieli więc sporo konkretnych pytań do autora, jednak nie na wszystkie uzyskali odpowiedź.
— Brak nazwisk wypowiadających się bohaterów książki to po prostu kwestia uczciwości wobec moich informatorów nieświadomych tego, że ich słowa zostaną w przyszłości zacytowane – wyjaśnił Drużycki. I czytelnicy nadal muszą zadowolić się jedynie tajemniczymi pseudonimami typu „Strażak”, „Grafik”, „Poeta” czy „Siwy”.
Autor „Hospicjum” wspomniał w pewnym momencie, że kiedy zadzwonił do niego prezes wędryńskich seniorów z zaproszeniem na spotkanie w Klubie, zapytał go na sam koniec rozmowy, ile też osób wówczas się pojawia.
— Tak sobie pomyślałem, piętnaście, dwadzieścia. A tu słyszę w słuchawce: nie, nas przychodzi zwykle około pięćdziesiątki. Zaskoczyło mnie to. Napisałem emaila do znajomego, że nie wiedziałem, że tak prężnie działają tutaj seniorzy. A on mi na to odpowiedział żartobliwie: „Wędryńscy seniorzy przyszłością naszego hospicjum”.
(ÿ)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz