sobota, 4 stycznia 2014

Na skrzydłach poezji przeciwko chorobie

Piątkowe popołudnie upłynęło w brenneńskiej Piwnicy Artystycznej pod znakiem poezji. I to bardzo wyjątkowej poezji. Autorką czytanych na scenie Piwnicy wierszy jest Beata Jamróz, osiemnastoletnia mieszkanka Brennej. Dziewczyna urodziła się z porażeniem mózgowym, co uniemożliwia jej normalne funkcjonowanie wśród rówieśników. Uczy się indywidualnym trybem w Liceum Ogólnokształcącym w Skoczowie.
Na skrzydłach poezji przeciwko chorobie
fot: (indi)
Choć choroba utrudnia jej codzienne życie, Beata się nie poddaje. Jest pełna pasji, jaką jest poezja, siły, by zmagać się z codziennymi przeciwnościami losu i marzeń, które zamierza zrealizować. Mówi z trudnością, jednak w jej duszy gra piękna poezja, którą od czwartej klasy szkoły podstawowej przelewa na papier.
„Zaczęło się od tego, gdy na języku polskim miałam napisać jeden utwór” napisała w nocie o sobie Beata Jamróz. Młoda poetka podkreśla też, że bardzo związana jest ze swoją rodziną, z dziadkami, że z babcią wspierają się nawzajem. „Pomagam mojej 77-letniej Babci, która choruje na cukrzycę. To od niej nauczyłam się, jak nawet w najtrudniejszych chwilach nie zwątpić w Boga i dzięki babci mam tak wielki szacunek do osób starszych.” Pisze młoda poetka, która jest też osobą bardzo religijną. „Uczęszczam do ruchu Światło-Życie. Tam odnajduję spokój i drogowskazy kierujące mnie na właściwą drogę dalszego życia. Mój największy autorytet to Ojciec Święty Jan Paweł II. To o nim najczęściej wspominam w mojej poezji i jemu poświęciłam tomik „Bliżej Nieba” pisze o sobie Beata.
hoć los nałożył na nią pewne ograniczenia, to, jak sama zauważa „Pan Bóg jedno nam daje, a drugie odbiera”. Jej dał niesamowicie bogate wnętrze, poetycką duszę i wrażliwość zarówno na piękno świata, jak i na ludzkie potrzeby. „Kim bym chciała być w przyszłości? Często się nad tym zastanawiam, lecz nie jest to takie proste z powodu mojej choroby. Najbardziej mnie interesuje rola opiekunki, bo mam miękkie serce i nie umiem przejść obojętnie obok ludzi, którzy potrzebują wsparcia i zrozumienia. A jaki los mnie czeka, czas pokaże” przyznaje poetka. Choć lubi ludzi i wiele radości dają jej spotkania z przyjaciółką, z którą świetnie się rozumieją, lubi także samotne chwile, w czasie których może się zatrzymać w rozmyślaniach i tworzyć zwiewne poetyckie strofy.
Jak każdy, Beata Jamróz ma też marzenia. Takie zwyczajne, jak skończyć szkołę i znaleźć dobrą pracę, co akurat przez chorobę nie jest takie proste, a także te bardziej uskrzydlone, jak dalej pisać i pojechać do Rzymu.
(indi)
 
Na skrzydłach poezji przeciwko chorobie
Na skrzydłach poezji przeciwko chorobie
Na skrzydłach poezji przeciwko chorobie
Na skrzydłach poezji przeciwko chorobie
Na skrzydłach poezji przeciwko chorobie
Na skrzydłach poezji przeciwko chorobie

piątek, 3 stycznia 2014

Pożegnali Wuja Rycha

W czwartek, 2 stycznia, w ostatnią ziemską drogę wyruszył Wujo Rycho Kwietniewski. Po mszy żałobnej w kościele św. Marii Magdaleny trumna, odprowadzona na cmentarzu przez jeźdźca na koniu, rodzinę i tłum przyjaciół, złożona została w rodzinnym grobowcu przy głównej alei.
Pożegnali Wuja Rycha
fot: (indi)
Byłeś niezwykle utalentowanym człowiekiem w wielu dziedzinach. Ja powiem o sporcie – zaczął mowę pogrzebową Piotr Głuchowski. I samego tego sportu, w którym udzielał się Wujo Rycho, wyliczył sporo. – Wspaniały hokeista, znawca koni, jeździec, tenisista, narciarz – wyliczał podkreślając, że to właśnie Wujo Rycho założył Cieszyński Klub Hokejowo Jeździecki. – Ja pamiętam Cię z lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy zjeżdżałeś szybko i dynamicznie na nartach ze Stożka, śpiewając sobie. Latem spotykaliśmy się na kortach lodowiska, gdzie byłeś przez długie lata kierownikiem. Tam organizowałeś dla młodzieży różnorakie zajęcia rekreacyjno-sportowe, miałeś doskonały wpływ na młodych, jak najlepszy pedagog – mówił Piotr Głuchowski wspominając, jakim autorytetem wśród przychodzącej na lodowisko młodzieży cieszył się Wujo Rycho. 
Okazuje się jednak, że znany chyba wszystkim Cieszyniakom Wujo Rycho człowiekiem nieprzeciętnym był już w latach szkolnych. 
- Od najmłodszych lat wyróżniał się wielkim umiłowaniem życia. Lata licealne były ciągiem nieustannych uczniowskich figli i przygód, którymi pociągał chętną do „współpracy” klasę. Sądziliśmy, że stanie się gwiazdą polskiej sceny i ekranu, tymczasem po maturze wybrał technologię żywności w Poznaniu i –jak oznajmił na spotykaniu 20 lat po maturze-wykonywał 34 zawody! Jego radość życia była porażająca, tubalny głos witający spotkanych na ulicy brzmiał zawsze ogromną sympatią. Wyróżniał się ułańską fantazją, potrafił na przykład wjechać na koniu do gabinetu dentystycznego doktora R.! Nawet, kiedy już poruszał się na wózku inwalidzkim, traktował ten „pojazd” jako formę wyrażania swojego temperamentu. I zawsze, kiedy mógł, był z nami – wspominała tuz po pogrzebie koleżanka z klasy Joanna Białek Gawlikowska. 
Nie spotkamy już Wuja Rycha na ulicy, nie uściśniemy mu dłoni, jednak z pewnością na zawsze pozostanie on w naszej pamięci, a idąc choćby ulicą Głęboką nie raz pewnie usłyszymy w duszy wspominany tak często jego radosny, tubalny głos witający znajomych.
(indi) 
Pożegnali Wuja Rycha
Pożegnali Wuja Rycha
Pożegnali Wuja Rycha
Pożegnali Wuja Rycha
Pożegnali Wuja Rycha
Pożegnali Wuja Rycha

środa, 1 stycznia 2014

Sukcesy ustrońskich tenisistów

Sukcesy ustrońskich tenisistów

Ogromny sukces odnieśli młodzi tenisiści z klubu UKS Beskidy Ustroń. Karolina Silwanowicz, Beata Światłoń oraz Kamila Nowak, trenowane przez Adama Skrzypczaka z rozgrywanych 20-22.12 w Warszawie Drużynowych Mistrzostw Polski Kadetek wróciły z brązowym medalem.
Sukcesy ustrońskich tenisistów
fot: arc. klubu
Rozgrywki, które otwarły dziewczynom z Ustronia drogę do Mistrzostw Polski trwały od listopada. Wpierw zawodniczki UKS Beskidy Ustroń wygrały na szczeblu wojewódzkim 3:0 z drużyną z Piekar Śląskich i tym samym weszły do półfinałów regionalnych. Tam spotkały się z drużyną z Nowego Sącza również z wynikiem 3:0 dla UKS Beskidy Ustroń. Do finału awansowały wśród ośmiu drużyn z całego kraju. Na stadionie Legii w Warszawie wpierw pokonały drużynę z Zielonej Góry 3:0 wygrywając zarówno debla, jak i dwie gry singlowe. Przegrały natomiast z drużyną Legii Warszawa 3:0, natomiast w meczu o brązowy medal pokonały 3:0 drużynę z Zabrza.
W tym samym terminie w Sopocie rozgrywano Drużynowe Mistrzostwa Polski Kadetów. Zawodnicy UKS Beskidy Ustroń rewelacyjnym wynikiem zaskoczyli nawet swoich trenerów i prezesa klubu Aleksandra Panfila. Drużyna UKS Beskidy Ustroń w składzie: Łukasz Kozielski, Marcin Mol i Jakub Grzegorczyk trenowani przez Aleksandra Panfila w eliminacjach regionalnych wygrali z drużyną z Bielska-Białej 3:0 i tym samym awansowali do finału. W finale, w którym startowało 8 drużyn z całej Polski w I rundzie wygrali z drużyną z Torunia 3:0, w II rundzie wygrali z AZS-em Poznań, który był faworytem turnieju, 2:1, a w finale wygrali z drużyną z Radomia 2:1 tym samym zdobywając Drużynowe Mistrzostwo Polski.  –Przed wyjazdem nikt nie liczył na to, że nasi chłopcy zdobędą Mistrzostwo Polski. Po cichu liczyliśmy, że gdyby był jakikolwiek medal, to już byłoby bardzo dobrze – mówi prezes klubu Aleksander Panfil.

UKS Beskidy Ustroń istnieje od 2009 roku. Na chwilę obecną grę w tenisa trenuje w nim około 60 dzieci w wieku od 4 do 15 lat. Są to dzieci trenujące w szkółce rekreacyjną grę w tenisa. Natomiast zawodników, którzy grają wyczynowo, jest 14, w tym 4 dziewczyny. W klasyfikacji Polskiego Związku Tenisowego w kategorii kadetów Karolina Silwanowicz jest w tej chwili druga w Polsce,  w kategorii kadetów Łukasz Kozielski jest 4, a Marcin Mol 6. W kategorii juniorów, czyli do lat 18 Katarzyna Pyka jest 2 w Polsce. Ustroński klub jest na tak wysokim poziomie, iż ściągają doń zawodnicy z całej Polski. Przykładem choćby Karolina Silwanowicz, która wraz z mamą od roku mieszka w Ustroniu. Sprowadziły się do naszego regionu aż z Białegostoku. 
– Tam nie było tak dobrego klubu – mówi młoda zawodniczka, która przeniosła się do ustrońskiego gimnazjum, gdzie uczy się indywidualnym tokiem, gdyż przy tej ilości treningów i turniejów nie dałaby rady codziennie chodzić do szkoły. - Wcześniej córka trenowała w Warszawie, jeździłyśmy 200 km na treningi, więc przeprowadzka do Ustronia, gdzie jest świetny klub, wydaje mi się sensowna – mówi mama zawodniczki, Anna Sapa. Przyznaje, że nie było łatwo całkowicie zmienić środowisko, przeprowadzić się do obcego miasta, ale warto. Ustroń się jej spodobał. – Dobre są tu oscypki – wtrąca Karolina Silwanowicz podkreślając, że najważniejszy w życiu jest dla niej tenis. Ma 15 lat, gra od 7. Wcześniej próbowała różnych sportów. Jeździła konno, tańczyła.  – Po trzecich zajęciach powiedziała, że chce zarabiać na życie tenisem – wspomina mama zawodniczki. 
- Tenis to taka dyscyplina, że jeśli trenuje się pod kątem wyczynu, to wszystko jest temu podporządkowane. Nasi zawodnicy, ci, którzy są wysoko na listach zawodników Polski, wszyscy mają w gimnazjum indywidualny tok nauczania. Mamy bardzo dobry układ ze szkołami, z nauczycielami, którzy pomagają uczniom, by mogli uprawiać tą dyscyplinę. Nie mieliby szans pogodzić treningów z nauką chodząc normalnie do szkoły. W miesiącu startują w trzech turniejach, które trwają od piątku do poniedziałku. Ci zawodnicy akurat grają tak dobrze, że zostają do końca turnieju. Wraca taki zawodnik w poniedziałek wieczór po turnieju, dzień odpoczywa, i od środy zaczyna treningi. Trenują dwa razy dziennie, razem z treningiem ogólnorozwojowym, który mają w Wiśle, trzy razy dziennie. W sumie około pięciu godzin treningu – mówi prezes klubu Aleksander Panfil ciesząc się, że mają swobodny dostęp do hali, dzięki czemu zimą nie ma problemu z terowaniem. Dzięki sponsorowi natomiast wyjazdy na turnieje nie są takim obciążeniem dla rodziców.
Tenis w powszechnym mniemaniu postrzegany jest jako sport elitarny. Czy słusznie? - Nie. Chyba tylko dla tego, że tak się utarło. Nie mówiąc o sporcie wyczynowym, a o jego rekreacyjnym uprawianiu, jest łatwo dostępny w zasadzie dla każdego. Kiedyś obiektów było na tyle mało, że były mało dostępne. Patrząc na tenis pod kątem rekreacyjnym nie jest to sport drogi. Ubioru nie potrzeba żadnego specjalnego, strój sportowy każde dziecko musi mieć choćby na WF. Nawet rakiet nie muszą rodzice kupować, mamy rakiety, które początkującym pożyczamy – mówi Aleksander Panfil dodając, że klub dzięki dotacji z miasta i funduszy unijnych organizuje różne akcje dla miejscowych dzieci.
– W tym roku mieliśmy wspólny projekt z klubem z Hawierzowa w Czechach. 90 dzieci było u nas przez tydzień, mieli zajęcia tenisowe. Później nasze dzieci pojechały do Hawierzowa – wylicza dodając, że wielkim plusem jest hala, dzięki której grać w tenisa można cały rok.
(indi)
 
Sukcesy ustrońskich tenisistów

Czytaj sobie i dzieciom

Co robimy w święta oprócz wspólnego, rodzinnego biesiadowania przy stole? Najczęściej oglądamy telewizję. Nawet kolędy w niewielu domach są śpiewane, najczęściej puszczamy je z płyt. Albo, o zgrozo, włączony odbiornik telewizyjny towarzyszy rodzinie podczas świątecznych posiłków, po których wszyscy przenoszą się na kanapę wprost przed szklany ekran... Niestety, sporo mieszkańców regionu ma podobne doświadczenia związane ze spędzaniem świątecznego wolnego czasu.
Czytaj sobie i dzieciom
Dlatego też bardzo potrzebna jest każda akcja propagująca czytanie. Celem najnowszej z nich, odbywającej się pod hasłem „Czytam sobie”, jest pokazanie dzieciom, że samodzielne czytanie jest dobrą zabawą, a nauka czytania może być radosna i ciekawa. Warto pomyśleć o tym w czas świąteczny, kiedy mamy nieco więcej wolnego czasu i - dla odmiany od oglądania telewizji - sięgnąć po książkę. Zwłaszcza, że w grudniu wysypały się liczne wydawnictwa jak np. kalendarze regionalne, które wielu mieszkańców regionu znalazło zapewne pod choinką, a które obfitują w interesujące teksty.
Akcja „Czytam sobie” to doskonała okazja, aby przeciwstawić się i zmienić aktualne statystyki w Polsce, z których wynika, że ponad połowa Polaków nie przeczytała w ciągu roku ani jednej książki. Co więcej, jeśli zastanowimy się nad korzyściami płynącymi z czytania książek - już mamy gotowe postanowienie noworoczne, które tak lubimy w tym okresie sobie planować. Pamiętajmy jednak, by dziecku nie tylko mówić, jakie to czytanie jest ważne i przyjemne, ale własnym przykładem poprzeć swe słowa. Bo jeśli odeślemy pociechę do czytania obowiązkowej lektury, sami wolny czas spędzając przed telewizorem, osiągniemy co najwyżej, z niechęcią i traktując to jako katorgę, zaliczy zadanie.
Jeśli chcemy, aby ta tendencja się zmieniła, warto pokazywać dzieciom, że kontakt z literaturą to nie przykry obowiązek, a świetna zabawa! Jak zauważa prof. Grzegorz Leszczyński, prodziekan Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, znawca literatury dla dzieci i młodzieży, „radość z obcowania ze znakomitą, mądrą, dobrą, pięknie wydaną, dobrze zilustrowaną, znakomicie zaprojektowaną i oczywiście po prostu najzwyczajniej w świecie pasjonująca książką, to jest najlepsza droga do związania małego czytelnika z dużym światem literatury”.

Warto zatem zajrzeć na oficjalną stronę internetową kampanii Czytamsobie.pl oraz profil na Facebooku, gdzie wszyscy zainteresowani – rodzice, nauczyciele, bibliotekarze, animatorzy kultury, a nawet same dzieci – znajdą przydatne informacje, materiały i opinie ekspertów, które pomogą w nauce czytania i przyciągną uwagę najmłodszych (scenariusze zajęć, motywujące ilustracje, plansze z książek do ćwiczenia czytania oraz pisania, a także kolorowania oraz inne pomoce).
O ocenę akcji zapytaliśmy Joannę Gawlikowską, emerytowaną polonistkę, która wychowała całe pokolenia uczniów LO im. Kopernika w Cieszynie i jest w lokalnym środowisku niekwestionowanym autorytetem polonistycznym.
Piękna akcja! – zachwyciła się pomysłem Joanna Gawlikowska i po chwili zadumy nawiązała do korzeni chrześcijańskich naszej cywilizacji, jakże podkreślanych właśnie w okresie świątecznym.  -Pismo Święto naucza- na początku było słowo. Rozrosło się w ocean znaczeń i treści, stało się chlebem myśli i duszy. Z czasem przybrało kształt książki i tak trwa – zacytowała.
- Mądry człowiek wie, że nie ma życia bez książki.  Książka jest najlepszym nauczycielem, pozwala poznać świat i ludzi, dowiedzieć się prawdy o sobie, znaleźć wyraz dla własnych tęsknot, pragnień, ideałów. Niezliczona ilość ludzkich życiorysów staje się naszą własnością, niektórzy bohaterowie, choć nigdy w rzeczywistości nie istnieli, zostają naszymi przyjaciółmi na zawsze. Obraz telewizyjny czy filmowy nie zastąpi książki, bo przecież wiemy, że wiele z nich powstaje ze słowa. Czytając, przenosimy się w czasie i przestrzeni, więc czytanie dobrych książek jest niczym rozmowa z najwspanialszymi ludźmi minionych czasów-uczył mędrzec Kartezjusz. Czytanie powieści pozwala nam rozwijać wyobraźnię, poezja czyni wrażliwymi. Gromadzenie słów bogaci ojczystą mowę – wylicza zalety czytania książek Joanna Gawlikowska podsumowując słowami poety Józefa Czechowicza:
Kto czyta -żyje wielokrotnie.
Kto zaś z książkami
obcować nie chce -
na jeden żywot jest skazany.
Powoli za nami kolejny wolny dzień w środku tygodnia i kolejny  weekend po zaledwie dwóch dniach roboczych. Zastanawiając się, jak spędzić wolny czas, warto więc sięgnąć po książkę, zachęcając do tego samego najmłodszych członków rodziny. Zainteresowani akcją mogą natomiast uzyskac więcej informacji TUTAJ>>>
(indi)

wtorek, 31 grudnia 2013

Kochał życie, sport, młodzież

Po długim zmaganiu z chorobą odszedł z ziemskiego padołu Ryszard Kwietniewski. Działacz sportowy i organizator imprez sportowych i rekreacyjnych, a także patriotycznych dla dzieci i młodzieży, w Nadolziańskim Grodzie znany był jako Wujo Rycho.
Kochał życie, sport, młodzież
fot: (indi)
Ten tryskający energią społecznik przez wiele lat miał coraz to nowe pomysły, jak uatrakcyjnić cieszyńskim dzieciom i młodzieży czas. Długie lata prowadził lodowisko w Cieszynie. Jeszcze to stare, odkryte. Jego zarządzanie obiektem nie kończyło się bynajmniej na utrzymaniu lodu w należytym stanie technicznym i kasowaniu biletów za korzystanie z tafli. Nie tylko założył Cieszyński Klub Hokejowy, ale też przy każdej nadarzającej się okazji organizował ciekawe imprezy dla dzieci i młodzieży, starał się o miejskie dotacje, by umożliwić korzystanie ze ślizgawki również tym dzieciom, których na to nie było stać.
Któż też nie pamięta pierwszych amatorskich zawodów jeździeckich rozgrywanych na początku na łące koło lodowiska i ulubieńca wszystkich – konia o imieniu Całus, kiedy Wujo Rycho postanowił rozbudować nieco klub i z Cieszyńskiego Klubu Hokejowego przeistoczył go w Cieszyński klub Hokejowo Jeździecki, którego sekcja jeździecka po początkach na lodowisku przeniosła się do Pastwisk, do prywatnej stadniny Julka Kajzara, która do dziś świetnie funkcjonuje umożliwiając młodzieży z miasta jazdę konną. Miłość do koni i hokeja trwała u niego nieprzerwanie od czasów studiów w Poznaniu, gdzie zajmował się jednym i drugim.
W rodzinnym Cieszynie chciał się nią dzielić z jak najszerszą grupą pasjonatów sportu. Tak, jak wszystkie inne działania Wuja Rycha, klub nastawiony był na propagowanie sportu, aktywności, wśród młodych ludzi. To bowiem zawsze była idea Wuja Rycha. Choć oczywiście cieszyły go sukcesy jego zawodników, to najbardziej zależało mu na propagowaniu sportu i rekreacji dla wszystkich. Całe lata starał się znosić różne bariery uniemożliwiające dzieciom i młodzieży z Cieszyna korzystanie z aktywności, sportu, infrastruktury sportowej. Dlatego też, gdy pod koniec życia poruszał się na wózku inwalidzkim, gdziekolwiek w mieście nie natknął się na jakąś barierę, zawsze koło niego znaleźli się ludzie, którzy chętnie mu pomogli.

Ryszard Kwietniewski był też wielkim patriotą. Z okazji świąt państwowych organizował dla dzieci i młodzieży różne akcje mające w sposób atrakcyjny i ciekawy dla młodych ludzi przybliżać historię naszego kraju. Organizował konkursy wiedzy na lodowisku, po czym wraz z młodzieżą udawał się pod tablice i pomniki, by złożyć kwiaty i powspominać historyczne wydarzenia.

Kiedyś organizowane przez nas zawody jeździeckie wypadały bodajże w przeddzień któregoś święta narodowego. Rycho zarządził więc, że oprócz zawodów jeździeckich będzie konkurs wiedzy historycznej dla młodzieży – wspomina Julek Kajzar dodając, że patriotyzm Wujo Rycho starał się wpajać młodzieży przy każdej nadarzającej się okazji. – Co roku jeździł też na swym Całusie w zaduszki do Krasnej zapalić znicz na mogile partyzantów. Kiedy choroba uniemożliwiła mu te wyprawy, pojechaliśmy tam z klubem za niego – wspomina Julek, który z Rychem Kwietniewskim poznał się właśnie dzięki koniom.

Miał wtedy pod Wałką dwie klaczki pożyczone na sezon. Przyszedł do Jerzego Rukszy, który drukował wtedy którąś z lokalnych gazetek, by dać jakąś informację o zawodach czy zajęciach klubu. Tam się spotkaliśmy. A że ja byłem koniarzem, wprawdzie wtenczas jeszcze bez koni, zacząłem mu pomagać – wspomina początki współpracy i przyjaźni Julek Kajzar.   – Zaczęliśmy organizować zawody jeździeckie. Pierwsze były na lodowisku. Później przenieśliśmy je do mnie –wspomina dodając, że czasem nawet nieco rozmijali się z wizją organizacji zawodów, bo on stawiał stricte na zawody jeździeckie, natomiast Wujo Rycho zawsze chciał dołożyć do tego mnóstwo atrakcji dla dzieci z widowni, od pokazów, po przejażdżki na koniach. – Zapewne zawody, jakie będę organizował, nazwę Memoriałem Wuja Rycha – dodaje Julek Kajzar.

Nawet, gdy zaczął już zmagać się ze śmiertelną chorobą, Wujo Rycho wciąż był bardzo aktywny, a jego społecznikowska natura nie pozwoliła mu siedzieć biernie na wózku inwalidzkim. Na przykład we wrześniu 2010 roku, już jako pacjent Hospicjum im. Łukasza Ewangelisty w Cieszynie, zorganizował w Teatrze im. Adama Mickiewicza koncert charytatywny na rzecz Hospicjum, na który nie tylko zaprosił jako gwiazdę zespół Wanda i Banda, ale także sam zaśpiewał wraz ze swą córką. Muzyka była zresztą, po hokeju i koniach, kolejną pasją Wuja Rycha, która pochłaniała go, jak wspominają przyjaciele, już od lat studenckich.
Pogrzeb Ryszarda Kwietniewskiego odbędzie się 2 stycznia. Msza żałobna rozpocznie się o 11.00 w kościele parafialnym św. Marii Magdaleny w Cieszynie.
(indi)
 
Kochał życie, sport, młodzież
Kochał życie, sport, młodzież
Kochał życie, sport, młodzież
Kochał życie, sport, młodzież
Kochał życie, sport, młodzież
Kochał życie, sport, młodzież
Kochał życie, sport, młodzież
Kochał życie, sport, młodzież
Kochał życie, sport, młodzież

sobota, 28 grudnia 2013

zachód słońca w Lipowcu


Pogwarki w gronie przyjaciół


Fot. Indi
Cie­szyń­scy prze­wod­ni­cy, jak co roku, spo­tka­li się na tra­dy­cyj­nych Po­gwar­kach Prze­wod­nic­kich. Spo­tka­nie było oka­zją nie tylko do spę­dze­nia wspól­nie czasu w przy­ja­ciel­skiej i świą­tecz­nej at­mos­fe­rze, a także skła­da­nia sobie ży­czeń, ale też do pod­su­mo­wa­nia mi­ja­ją­ce­go roku dzia­łal­no­ści i pla­no­wa­nia dzia­łań na rok na­stęp­ny.
Nie za­bra­kło rów­nież i in­nych atrak­cji. Wpierw prze­wod­ni­cy wy­słu­cha­li kon­cer­tu uczniów cie­szyń­skiej Pań­stwo­wej Szko­ły Mu­zycz­nej, zaś póź­niej od­wie­dził ich… ce­sarz Fran­ci­szek Józef, w któ­re­go wcie­lił się jeden z prze­wod­ni­ków. Gdy do spo­rej dawki mi­łych wra­żeń i hu­mo­ru dodać stoły pełne sma­ko­ły­ków, przy­go­to­wa­nych przez osoby z grona prze­wod­ni­ków i go­ścin­ność Zamku Cie­szyn, który udo­stęp­nił salę na spo­tka­nie, im­pre­zę można pod­su­mo­wać jako bar­dzo udaną!
(indi)