środa, 11 marca 2015

Separatyzm tkwi w każdym z nas, jak perła w muszli


MUR-Szoltysek-6953a_bt_iCZESKI CIESZYN / Marcowe spotkanie międzygeneracyjnego Uniwersytetu Regionalnego Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego uświetnił swoim wykładem nt. śląskości Marek Szołtysek.
Pisarz, publicysta, dziennikarz, fotoreporter, nauczyciel historii, ale przede wszystkim Ślązak i autor wielu poczytnych książek z tematyką śląską wprowadził słuchaczy do rozważań.
Co to jest Śląsk?
– Ja się nad tym zastanawiam od 30 lat. A czym bardziej się człowiek nad czymś zastanawia, tym mniej wie. Ma coraz więcej pytań, niż odpowiedzi – przyznał Szołtysek. – Śląsk to jest kawałek świata, na którym jest trochę inaczej, niż gdzie indziej.
– A separatyzm tkwi w każdym z nas, jak perła w muszli – dodał. Zwrócił także uwagę na różny stopień separatyzmu. – Górnoślązacy jak przyjeżdżają do Wisły, Ustronia, to uważają, że są u siebie, na Śląsku. A wy im cały czas uświadamiacie „jesteście stamtąd”– kontynuował.
By być Ślązakiem
Zgodnie z oczekiwaniami niejednego słuchacza nie obeszło się bez poruszenia zagadnienia jakie kryteria trzeba spełniać, by być Ślązakiem. – Gdybyśmy wypisali cechy śląskości to później należałoby się zastanowić, czy aby być Ślązakiem, to trzeba spełnić wszystkie te cechy? A może część? Jeśli tak, to które są tymi kluczowymi? – pyta wykładowca. Uważając, że nawet Ślązak nie mówiący po śląsku, nadal jest Ślązakiem. – Przecież niemowa nadal jest człowiekiem – przekonywał Szołtysek.
Ciekawe ile takich „cech śląskości” trzeba spełniać, żeby być Ślązakiem. Taka dyskusja mogłaby trwać jednak całymi godzinami. Prelegent słusznie zauważył, że Ślązakiem może być ten, którego coś łączy ze Śląskiem. Na przykład człowiek, który się tutaj urodził lub mieszkaniec płacący podatki. Owszem cechy, które go wiążą z regionem muszą być, zdaniem wykładowcy akceptowalne przez otoczenie. – Jak ja powiem, że chcę być Murzynem, bo się nim czuję, to moja żona tego nie zaakceptuje – mówi Szołtysek.

Bliżej kultury czeskiej
Szołtysek stwierdził, że poszukuje odpowiedzi na śląską kulturę np. w kulturze niemieckiej ale wiele odpowiedzi znajduje w kulturze czeskiej. Na pytanie od kogo dostają słuchacze prezenty pod choinką otrzymywał odpowiedzi – od Jezuska.
– Bo jesteście bliżej czeskiej kultury. Ewangelicy na Śląsku Cieszyńskim prezenty dostają od Aniołka. A kult Dzieciątka jest katolicki – wyjaśniał. Zabrzmiało też pytanie, dlaczego książęta śląscy stali się lennikami królów czeskich. Czeska kultura zdaniem Szołtyska miała wtedy więcej do zaoferowania. W Polsce były rozbiory, więc wygodniej wybrać święty spokój. – A wtedy poczucie patriotyzmu nie było tak rozwinięte – stwierdził wykładowca.
Stworzenie wspólnego języka?
Wykładowca wypowiedział się również na temat języka, jak wiadomo Ślązacy mają wiele regionalnych odmian gwary. – Śląskość jest tak różnorodna, że próba utworzenia jednego wspólnego języka jest po prostu czymś chorym zupełnie – stwierdza radykalnie Szołtysek.

wtorek, 10 marca 2015

Stale czuł się cieszyniakiem

Kolejna prelekcja zorganizowana przez Książnicę Cieszyńską poświęcona była Kornelowi Filipowiczowi.
Stale czuł się cieszyniakiemW Książnicy Cieszyńskiej rozmawiano o Kornelu Filipowiczu, fot. indi
Witając prelegentów i gości dyrektor Książnicy Krzysztof Szelong wyjaśnił, że w tym roku mija 25 lat od śmierci pisarza. Zauważył, że postać Kornela Filipowicza jest w Cieszynie mało znana.

O związanym z Cieszynem literacie w piątek 6 marca opowiadał Zbigniew Machej. Fragmenty jego opowiadań czytał natomiast aktor Bogusław Słupczyćski. Miłą niespodzianką dla wszystkich było pojawienie się syna Kornela Filipowicza, który, choć przyznał, że „Opowiadań cieszyńskich” ojca nie czytał, to o Cieszynie ojciec wiele mu opowiadał.

Podczas spotkania przedstawiono sporo powstałych w Cieszynie w latach trzydziestych XX wieku tekstów. Filipowicz dużo publikował w Zaraniu Śląskim. W swych wspomnieniach pisał, że do szkoły poszedł mając dziewięć lat, ale czytać nauczył się znacznie wcześniej. Z braku elementarza na gazetach. Nie znał dziecinnych książeczek. Później czytał książki, które mieli jego rodzice, a czytali oni m.in powieści Dostojewskiego czy kryminały. Zbigniew Machej podkreślał, że wielki wpływ na twórczość Filipowicza miał Juliana Przyboś – jego nauczyciel polskiego i wychowawca. Wyjaśnił że Przyboś miał awersję do pisarzy Młodej Polski do tego stopnia, że samowolnie, wbrew programowi szkolnemu, usunął go ze swojego programu nauczania. Za to wpajał uczniom na lekcjach literaturę awangardową. W latach 1927-37 Cieszyn był miejscem, gdzie za sprawą Przybosia idee awangardowe rozprzestrzeniły się wśród młodzieży szkolnej. Była tu też centralna dystrybutornia książek awangardowych.

Przyjacielem Filipowicza, mimo sporej różnicy wieku, był Tadeusz Reger. To na jego grób przychodził będąc w Cieszynie. Filipowicz opowiadał o nim jako o wielkim autorytecie godnym naśladowania. W Cieszynie Kornel Filipowicz bywał regularnie. Przyjeżdżał zawsze na grób swych rodziców pochowanych na tutejszym cmentarzu komunalnym. Zawsze odbywał tą samą, rytualną trasę. Z dworca PKS szedł „Pod Jelenia”, gdzie wypijał kawę i w kłębach papierosowego dymu czekał kto znajomy się w kawiarni pojawi. Później spacerem udawał się na cmentarz.
- Kornel był dyskretny i lapidarny w gestach. Być może był to efekt przyswojenia przybosiowskiej awangardy zakładającej jak najmniej słów – rozważał Zbigniew Machej, który znał się osobiście przyjaźnił z Kornelem Filipowiczem. Opowiedział więc słuchaczom o Filipowiczu jako o człowieku. Ale też o jego wzorcach literackich.

Mimo, że z Cieszyna wyjechał, ci szyniakiem czuł się stale. Czytał Głos Ziemi Cieszyńskiej, który mu przysyłano. W Krakowie istniał Klub Cieszyńskich Absolwentów UJ, gdzie się udzielał – wyjaśniał Zbigniew Machej. Na koniec zaapelował do Cieszynianków, by literatura Filipowicza, a także Przybosia była w Cieszynie bardziej osiągalna, gdyż zauważył, że jest tu mało dostępna.
(indi)

Remontują dworzec w Czeskim Cieszynie

Ruszyła przebudowa dworca kolejowego w Czeskim Cieszynie. Ma to niebagatelne znaczenie organizacyjne nie tylko dla podróżnych, ale także dla mieszkańców miasta korzystających z dworcowego przejścia podziemnego.
Remontują dworzec w Czeskim CieszynieWczoraj rozpoczął się remont czeskocieszyńskiego dworca, fot. jot
Wiadomo, że mieszkańcy wschodniej, polskiej części miasta chętnie chodzą na zakupy do zlokalizowanych za torami marketów korzystając właśnie z dworcowego przejścia podziemnego. Teraz kończy się ono za drugim peronem. Z powodu prac budowlanych prowadzonych na terenie dworca przejście pomiędzy ulicami Jabłonkowską i Dworcową będzie zamknięte do 30 czerwca.
Do części miasta leżącej po drugiej stronie torów można jednak nadal przejść wychodząc na peron drugi, skąd uruchomiono prowizoryczne przejście na ulicę Jabłonkowską. Natomiast podróżni muszą zwracać uwagę na ogłoszenia o zmianach miejsc odjazdów poszczególnych pociągów. Również idący na dworzec autobusowy muszą do zazwyczaj potrzebnego na pokonanie tej trasy czasu doliczyć ten potrzebny na obejście przeszkód. Zburzone zostały trzeci i czwarty peron, w związku z czym, ze względu na ograniczoną liczbę peronów, może dochodzić do częstych zmian.

Utrudnienienia czekają również kierowców. Przez marzec i kwiecień zamknięte będą oba podjazdy pod linią kolejową łączące centrum miasta z ulicą jabłonkowską.  Od 7 marca do 30 kwietnia ograniczony będzie przejazd ulicą Wiaduktową. Równocześnie dla samochodów został zamknięty most Przyjaźni przez Olzę, o czym pisaliśmy:Zamknięty Most Przyjaźni . Dobrą wiadomość mamy jednak dla pieszych i rowerzystów: ruch pieszy na moście pozostaje bez ograniczeń. Natomiast kierowcom pozostaje objazd Aleją Łyska do Mostu Wolności.
Terminy i czas trwania ograniczeń mogą ulec zmianom. O aktualnych utrudnieniach będziemy informować obywateli na stronach internetowych Urzędu Miasta. Ponowne utrudnienia komunikacyjne czekają miasto również w drugiej połowie roku, od końca lipca do września - informuje Tomáš Hloušek, kierownik wydziału transportu Urzędu Miejskiego w Czeskim Cieszynie.
(indi)

poniedziałek, 9 marca 2015

Szołtysek w MUR-ze

Gościem kolejnego spotkania Międzygeneracyjnego Uniwersytetu Regionalnego PZKO był Marek Szołtysek- pisarz, publicysta, dziennikarz, fotoreporter, nauczyciel historii, ale przede wszystkim Ślązok i autor wielu poczytnych książek o Śląsku.
Szołtysek w MUR-zeGościem spotkania Międzygeneracyjnego Uniwersytetu Regionalnego PZKO był Marek Szołtysek, fot. indi
Na wstępie swojego wykładu przyznał, że poczucie separatyzmu jest bardzo pierwotne. Wyjaśniał, że w każdej chyba kulturze, na każdej szerokości geograficznej istnieją niesnaski pomiędzy sąsiednimi regionami. A co to jest Śląsk? - Ja się nad tym zastanawiam 30 lat. A czym bardziej się człowiek nad czymś zastanawia, tym mniej wie. Ma coraz więcej pytań, niż odpowiedzi - przyznał Szołtysek. – Śląsk to jest kawałek świata, na którym jest trochę inaczej, niż gdzie indziej – kontynuował relacjonując, że pytanie, co jest inne, zadaje już w przedszkolach. Dzieci odpowiadają jedzenie, ubranie. Już te różnice zauważają. A licealiści odpowiadają, że sposób myślenia.
 A separatyzm tkwi w każdym z nas, jak perła w muszli - skwitował. Zwrócił także uwagę na różny stopień separatyzmu. - Górnoślązacy jak przyjeżdżają do Wisły, Ustronia, to uważają, że są u siebie, na Śląsku. A wy im cały czas uświadamiacie „jesteście stamtąd”. Wy jesteście bardziej zamknięci – otwarcie powiedział Ślązakom Cieszyńskim, a przyszło ich na spotkanie sporo z obu brzegów Olzy.

Zdecydowaną aprobatę zyskał stwierdzając, że śląskość jest tak różnorodna, że utworzenie jednego wspólnego języka jest niemożliwe. W rozmowie ze słuchaczami okazało się na przykład, że babcia prelegenta na to, co my tutaj nazywamy houpatymi kluskami mówiła kluski polskie. Dlaczego? – Bo Niemcy tak gadali. Niemcy nie odróżniali, co śląskie, a co polskie – wyjaśnił znawca Śląska mówiąc o takich kwestiach, jak to, że na przykład Hanys to nazwa zewnętrzna nadana Ślązakom przez przyjezdnych.

Nie obeszło się bez poruszenia zagadnienia jakie kryteria trzeba spełniać, by być Ślązakiem. - Gdybyśmy wypisali cechy śląskości to później należałoby się zastanowić, czy aby być Ślązakiem, to trzeba spełnić wszystkie te cechy? A może część? Jeśli tak, to które są tymi kluczowymi? Ja uważam, że Ślązak, który nie mówi po śląsku, nadal jest Ślązakiem. Przecież niemowa nadal jest człowiekiem – dywagował Szołtysek stwierdzając, że należałoby ustalić, ile tych cech śląskości trzeba spełniać, żeby być Ślązakiem, ale że możnaby nad tym dyskutować długie godziny i ustalenie takich kryteriów okazałoby się niemożliwe. - Ślązakiem może być ten, którego coś łączy ze Śląskiem. Na przykład tu mieszka i płaci podatki. Albo stąd pochodzi. Te cechy, które go wiążą z regionem muszą być akceptowalne przez otoczenie.

Szołtysek stwierdził, że w Czechach poszukuje odpowiedzi na śląską kulturę. – Ja na Śląsku dostaję prezenty od Dzieciątka Jezus. A wy od kogo dostajecie? – zapytał słuchaczy. – Od Jezuska – padały odpowiedzi. – Bo jesteście bliżej czeskiej kultury. Ewangelicy na Śląsku Cieszyńskim prezenty dostają od Aniołka. A kult Dzieciątka jest katolicki – wyjaśniał. Słuchacz z sali zapytał, dlaczego książęta śląscy stali się lennikami królów czeskich. - Bo czeska kultura miała wtedy więcej do zaoferowania. A w Polsce był bałagan, rozbiory. Wybrali święty spokój. A wtedy poczucie patriotyzmu nie było tak rozwinięte – stwierdził bez ogródek. – Kuc to nazywa dupowatością. Ale mnie się to słowo nie podoba – dodał opowiadając jaką dupowatą śląską babą była jego babcia, która poszła na swoje pole nakopać trochę młodych ziemniaków i kiedy okazało się, że na jej polu jest złodziej, to poczekała, aż on sobie nakopie ziemniaków… Była także dyskusja nad śląską spolegliwością. Szołtysek wyjaśnił, że słowo spolegliwość wymyślił i wprowadził do języka profesor Kotarbiński.

Jestem przekonany że w Czeskim Cieszynie nie ma żadnej mojej książki. Może jest w Cieszynie na Głębokiej. Wszyscy pewnie są przekonani, że to są książki o Górnym Śląsku. I to jest problem – stwierdził autor wracając do kwestii większego zamknięcia się Ślązaków Cieszyńskich. Wspominał, jak kiedyś na jednym z sympozjów z braku wolnych pokoi mieszkał w jednym pokoju z pewnym profesorem z Cieszyna pracującym w Katowicach. Jak zaczęli wieczorem rozmawiać o Śląsku, to ten profesor powiedział mu, że Ślązak Cieszyński prędzej kupi książkę o Normandii czy Burgundii, niż o Górnym Śląsku…

Na koniec wykładu wywiązała się dyskusja na temat tolerancji. Szołtysek stwierdził, że z tą tolerancją jako śląską cechą wcale nie jest tak, jak to się teraz podkreśla. Bo na przykład jego tata nie mógł bawić się na jednym placu z ewangelikiem. Na koniec, w dyskusji, powrócono do kwestii kryteriów niezbędnych do spełnienia, by zostać uznanym za Ślązaka. - Gdybyśmy przyjęli kryterium urodzenia, to ze Śląska, jak wy byście tu powiedzieli tamtego, z takich na przykład Tychów musielibyśmy wyciepnąć 80 procent ludzi – zauważył Szołtysek.
(indi)

niedziela, 8 marca 2015

Pierwsze strzelanie Cieszyńskiej Kompanii Obrony Narodowej

Powstała Cieszyńska Kompania Obrony Narodowej. Pierwsze spotkanie organizacyjne połączone ze strzelaniem na goleszowskiej strzelnicy zorganizowano w sobotę 7 marca.
Pierwsze strzelanie Cieszyńskiej Kompanii Obrony NarodowejCieszyńska Kompania Obrony Narodowej ma już swój emblemat, fot. indi
Celem formacji jest edukacja obronna, przypomnienie podstawowych zasad zachowania się w sytuacjach kryzysowych. - Pod tym kątem chcemy szkolić młodzież oraz przypomnieć przeszkolenie osobom, które już odbyły służbę w różnych oddziałach i formacjach – wyjaśnia Krzysztof Neścior, inicjator powołania Kompani Obrony Narodowej, jak i wcześniej Ośrodka Edukacji Obronnej Garnizon oraz Muzeum 4 Pułku Strzelców Podhalańskich dodając, że chce w tej kwestii nawiązać współpracę z LOK-iem, Związkiem Spadochroniarzy Polskich, Stowarzyszeniem Żołnierzy Rezerwy. - Chęć zapisania się do Cieszyńskiej Kompanii Obrony Narodowej już wyraziło około 45 osób. W większości są to weterani wojsk spadochronowych i misji zagranicznych oraz innych formacji mundurowych. Natomiast dla młodzieży klas wojskowych będzie utworzony pluton szkolny. Ruszamy od kwietnia. W kwietniu organizujemy pierwsze spotkanie, podczas którego wypełniana będzie ankieta, w której każdy określi, jaką miał styczność z obronnością, wojskiem, jakie ma przeszkolenie, jakie ma kwalifikacja. Wstępnie osoby te zostaną podzielone na plutony. Będzie pluton szkolny dla osób poniżej 21 roku życia. W czerwcu będzie już pierwsze szkolenie – mówił podczas zebrania organizacyjnego Neścior informując, że każdy otrzyma także spis potrzebnego wyposażenia i wytyczne odnośnie tego, w jakie należy zaopatrzyć się umundurowanie. Będzie to wzór 2010 polskiego munduru wojskowego. – Jakiekolwiek części umundurowania mają być tylko te z wojska polskiego. Nie kupujemy nic żadnych innych armii. Tak samo, jak kamuflaż – precyzuje Neścior.

Szkolenia odbywać będą się raz na półtora miesiąca, zawsze w soboty. Nie będą to spotkania z wykładami, a konkretne ćwiczenia. – Na każde szkolenie będziemy sprowadzali jakiegoś instruktora, fachowca z różnych dziedzin, który je przeprowadzi – wyjaśnia założyciel Kompanii Obrony Narodowej. Szkolenia odbywać będą się albo w cieszyńskim ośrodku Garnizon, albo na goleszowskiej strzelnicy, w zależności od ich charakteru. Szkolenie będą zarówno strzeleckie, jak i medyczne, z taktyki, saperskie, łącznościowe. Instruktorzy przyjeżdżać będą z jednostki Grom czy bielskiego Batalionu. Dzień szkoleniowy trwać będzie od około 9.00 do około 16-00, 17.00 z przerwą na posiłek. Nie będzie żadnych składek. – Jest to formacja ochotnicza, dobrowolna umundurowana. Będziemy się starali współdziałać ze Starostą Cieszyńskim i Burmistrzem Cieszyna. Mamy nadzieję na wsparcie Ministerstwa Obrony Narodowej. Już udało się nam przejąć dwa pojazdy terenowe oraz dwa pojazdy opancerzone – wyjaśnia Neścior.

Poseł Stanisław Pięta, który przybył na goleszowską strzelnicę uważa, że powstająca formacja może być świetnym sposobem na zapewnienie ludziom młodym spędzania czasu pożytecznie dla nich i z pożytkiem dla Ojczyzny. - Dochodzi do tego edukacja historyczna, bo przeważnie jak ktoś zaczyna interesować się strzelectwem, obronnością, to zaczyna się interesować historią. Ma to wielkie walory wychowawcze. Po paru latach może być to dobry sposób na poprawę obronności państwa, bo brak poboru powoduje, że kolejne roczniki młodych ludzi nie potrafią strzelać. Taka inicjatywa powinna być podejmowana w każdym powiecie. Natomiast trzeba zachować pewną ostrożność, by tego rodzaju przedsięwzięcia nie zostały zinfiltrowane przez osoby, do których nie można mieć zaufania. Trzeba nad tym panować. Bardzo ważna jest nie tylko praktyka, ale praca wychowawcza. Ważne jest to, że takie zgrupowanie organizuje właśnie Muzeum 4 Pułku Strzelców Podhalańskich, czyli miejsce, gdzie ludzie poznają historię – powiedział naszemu portalowi. Również ppłk Zbigniew Powojewski, jeden z założycieli GROM-u, który także przyjechał w sobotę do Goleszowa w tego typu inicjatywach, jak Cieszyńska Kompania Obrony Narodowej dostrzega zarówno pozytywną szansę na poprawę w zakresie edukacji patriotycznej i obronności kraju, jak i zagrożenie w przypadku, gdyby osoby przeszkolone wykorzystały zdobyte umiejętności w niewłaściwy sposób. - Takie inicjatywy mają sens, jeśli podejdzie się do tego w jakiś sposób systemowy. Nie zawsze dobry żołnierz będzie dobrym nauczycielem. To, co w szkołach jest w ramach przysposobienia obronnego to jest marginalna namiastka i często prowadzone jest tak, że młodzież nie jest w ogóle przeszkolona. Powinniśmy uczyć wszystkich Polaków postaw proobronnych, umiejętności zachowanie się w sytuacjach trudnych, nieulegania panice, udzielania pierwszej pomocy. Musimy też zdawać sobie sprawę z tego, że ludzie, którzy przyjdą się szkolić, nie zawsze muszą wykorzystać to w dobrych celach. Dlatego nad tym trzeba panować, prowadzić ewidencje, kartoteki, w których są nazwiska osób, które są przeszkolone – powiedział naszemu portalowi ppłk Zbigniew Powojewski, jeden z założycieli GROM-u.

Najprawdopodobniej następne spotkanie Cieszyńskiej Kompanii Obrony Narodowej odbędzie się w sobotę 18 kwietnia na terenie organizowanego na Małej Łące w Cieszynie Ośrodka Edukacji Obronnej Garnizon. Chętni do wstąpienia do formacji kontaktować mogą się z Muzeum 4 PSP.
(indi)









Spotkania miłośników gwar

Miłośnicy gwar Śląska cieszyńskiego już od dłuższego czasu mówili, że dobrze byłoby w jakiś regularny, zorganizowany sposób spotykać się. W końcu spotkanie takie doszło do skutku. Zorganizował je 2 marca we współpracy z COK Dom Narodowy Henryk Nowak.
Spotkania miłośników gwarmiłośnicy gwary spotkali się w Domu Narodowym, fot. indi


Na pierwsze, organizacyjne spotkanie przyszło około trzydzieści osób. - Chcemy mówić po naszemu zaznaczając, że jest to język polski, na pewno starszy od literackiego. Dziękujemy dyrekcji Domu Narodowego za miejsce do spotkań. Nie zmarnujmy tej szansy, którą otrzymaliśmy – mówił inicjator spotkania Henryk Nowak.

Zauważono, że już Gustaw Morcinek pisał o tym, jak piękna jest gwara śląska. „Dziwnie piękną jest gwara śląska. (...) Zapytać o coś napotkanego gazdę, odpowie ci językiem, w którym ongiś Mikołaj Rey swój "Żywot człowieka poćciwego" spisywał. Ma się wtedy wrażenie, że ktoś przed tobą stary foliał o pergaminowych kartach roztworzył i czyta ci z nich językiem, którym ludzie w Polsce przed wiekami mówili, językiem dostojnym a namaszczonym, bo po Piastach w spadku otrzymanym. Jest to jedyna gwara polska niemazurząca i dlatego też może – jak pisze prof. Nitsch – Śląsk jest bodaj jedyną w Polsce dzielnicą, w której narzecze ludowe nie zostało zepchnięte do roli pogardzanego kopciuszka, z rzadka tylko i sztucznie przywoływanego do artystycznego pokazu; tu żyje ono jeszcze nieraz w swobodnej mowie ludzi wykształconych” – pisał w 1931 roku w „Zaraniu Śląskim” Gustaw Morcinek, co odczytano.

Henryk Nowak zaproponował nazwę koła: Rządzymy, rozprawiomy i śpiywomy po naszymu i nie jyny. -Chciołbych, aby nasze spotkania były inksze, jako kaj indziej. Aby nie były to kozania, wykłady, bo za to not nikt dostował nie bydzie. Żoden nie może powiedzieć wom, że rządzicie nie na temat. Pytajcie ło co chcecie, żoden się nie beje z wos śmioł. Tu idzie o to, abyśmy stworzyli jedną rodzinę rozprawiających po naszymu – mówił Henryk Nowak zachęcając, by kto ma w domu jakieś teksty gwarowe, powiastki, bojki, lub sam gwarą pisze, przyniósł.- Mogom to być jakiesik wspominki ze swojego żiycia abo starzyków. Żeby kiejsi wnuki nasze nie powiedziały nam „skyrs ciebie staroświecka rzecz skrepła”. My som isto łostatni, co tą mowę rozumiemy. Bo teraz je taka moda, że za chwile to ani nie beje Polaków, Rusów, Czechów, bo młodzi prawią na co nam to je, dyć my som Europejczykami.

Spotkania odbywać będą się w pierwszy poniedziałek każdego miesiąca. Ponieważ najbliższy wypada w święto, w kwietniu spotkanie odbędzie się 13 kwietnia.
(indi)
 

sobota, 7 marca 2015

Projektują możliwości już 10 lat!

Spotkania, rozmowy, warsztaty, wernisaże, wycieczki- to wszystko towarzyszyło obchodom jubileuszu 10-lecia Zamku Cieszyn. Świętowano trzy dni, od piątku 27 lutego do niedzieli 1 marca.
Projektują możliwości już 10 lat!Symbolem instytucji stał się różowy jelonek, przy którym chętnie fotografują się i mieszkańcy i turyści, choć nie wszystkim się on podoba, fot. indi
Zamek Cieszyn to instytucja, która w podejmowanych działaniach łączy zabytki, kultywowanie ludowej tradycji i najnowszy design. Zdawałoby się rzecz nie do pogodzenia. A jednak. Są wystawy i warsztaty związane z tradycyjnym beskidzkim rzemiosłem, jest współczesne projektowanie, a czasem połączenie tego w postaci współczesnej sztuki i wzornictwa użytkowego czerpiących z tradycyjnych motywów Śląska Cieszyńskiego.

Pomysł utworzenia unikalnego w skali kraju ośrodka przedsiębiorczości, wykorzystującego potencjał wzornictwa dla pobudzenia gospodarki powstał w 2000 roku, kiedy Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego kompletował projekty inwestycji dla funduszu PHARE ESC (Spójność Społeczno-Gopodarcza). W przygotowanie dokumentacji mocno zaangażowało się nie tylko miasto, ale i Wydział Funduszy Europejskich Urzędu Marszałkowskiego. Praktycznie cały rok 2002 zajęło przygotowanie dokumentacji technicznej, a znaczną część 2003 wyłonienie wykonawcy. Sama inwestycja trwała 13 miesięcy i objęła remont i adaptację do nowych celów niewykorzystanej od prawie 20 lat części zamku oraz wybudowanie od podstaw, w miejscu zburzonej w 1966 roku Oranżerii. Koszt prac, łącznie z dokumentacją, wyniósł ponad 11 milionów zł – wspomina Beata Mońka z Zamku Cieszyn.

Od początku Zamek stawiał na łączenie tradycji i nowoczesności, sztuki i przedsiębiorczości. Wpierw instytucja nosiła nazwę Śląski Zamek Sztuki i Przedsiębiorczości. Później zamieniono ją na krótszą, zgrabniejszą. Jednak przedsięwzięcia, jakie instytucja podejmuje, zmierzają w ciąż w tym samym kierunku, tylko organizowane są z coraz to większym rozmachem. Nie bez powodu, gdyż Zamek został dostrzeżony i jest ceniony w wielu środowiskach zarówno całej Polski, jak i Europy. - Mamy satysfakcję, że dziesiąte urodziny w znacznie większym stopniu, niż poprzednie pokazały pracę Zamku. Pokazały również te często niewidoczne, a wielomiesięczne, a nawet wieloletnie procesy, którymi się zajmujemy. Myślę, że największą satysfakcję przyniosło pokazanie potencjału kreatywnego Śląska Cieszyńskiego. Na wystawie „Dizajn tuStela” pokazujemy zarówno najbardziej popularnych projektantów, jak Karol Śliwka, jakj również to najmłodsze pokolenie projektantów na przykład samochodów czy gier – mówi dyrektor Zamku Ewa Gołębiowska podkreślając, że Zamek, choć stara się podążać za najbardziej nowoczesnymi trendami światowego designu, to bynajmniej nie odcina się od ludowej tradycji Śląska Cieszyńskiego. Wręcz przeciwnie, chętnie z niej czerpie i to nie tylko w kwestii wzornictwa, a także organizuje przedsięwzięcia stricte promujące tradycyjne regionalne rzemiosło w czystej jego formie. - Drugim obszarem, na który chciałabym zwrócić uwagę, to styk projektowania i tradycji. Mogliśmy pokazać badania, które Zamek prowadził na Opolszczyźnie, z których to badań powstała nowa świadomość możliwości, jakie stoją przed biznesami, by powstawały nowe produkty i usługi związane z tożsamością regionalną i turystyką. To również fascynacja projektantów i potrzeba zagospodarowanie naturalnych materiałów i surowców. Rozpoczęliśmy wiele miesięcy temu badania i eksplorujemy temat wełny i to lokalnej wełny z beskidzkich owiec – wyjaśnia Gołębiowska.

Trzecim polem działalności Zamku, obok lokalnego potencjału na europejskim poziomie i nowoczesnego podejścia do tradycji jest tradycyjna wystawa urodzinowa jest prezentująca najlepsze dyplomy projektowe. – Tu również są nowe tematy. Dużo projektów związanych jest z wyzwaniem, jakim jest starzenie się społeczeństwa. Dużo dyplomów związanych jest także z szeroko rozumianą medycyną, rehabilitacją, ale są również niezwykle ciekawe projekty graficzne, projekty pism, komunikacji i te najcięższe eksponaty, jak wdrożone już do produkcji projekty pieców. A więc od najmniejszych rzeczy po największe i funkcjonujące już na realnym rynku. Wszystko to pokazuje, że współczesne projektowanie to bardzo szeroka dyscyplina, która wykorzystywana jest na bardzo różnych poziomach życia gospodarczego i społecznego. A my jesteśmy dumni, mamy satysfakcję, że mogliśmy promocję współczesnego projektowania rozpocząć w Cieszynie i że udaje nam się utrzymać nie tylko tą dobrą pozycję w Polsce i Europie, ale że coraz częściej możemy kierować naszą aktywność i naszą wiedzę w procesy lokalne – mówi Ewa Gołębiowska. Nie da się bowiem ukryć, że dzięki Zamkowi Cieszyn stał się znany w środowiskach designerskich, wśród projektantów z całej Polski i Europy.

Z okazji urodzin Zamku w piątkowe popołudnie przygotowano wielką uroczystość. Był szampan i tort urodzinmowy. A przede wszystkim, jak co roku, wręczono odznaki Przyjaciołom Zamku oraz Nagrody Mirabilis. Te ostatnie, fizycznie będące słoikiem dżemu z mirabelek z drzewa rosnącego przy Rotundzie św. Mikołaja. Tego roku uhonorowano nim cztery osoby, które przed dziesięciu laty były przy narodzinach wówczas Śląskiego Zamku Sztuki i Przedsiębiorczości: Luk Palmen, Belg od wielu lat mieszkający w Cieszynie i wspierający Zamek, gdy powstawał, europoseł Jan Olbrycht, który przed dziesięciu laty był marszałkiem województwa śląskiego, a wcześniej burmistrzem Cieszyna, ówczesny burmistrz Bogdan Ficek oraz architekt Karol Tyrna, który robił projekt na przebudowę Zamku i odbudowę Oranżerii. Natomiast wyróżnionych odznaką Przyjaciel Zamku na przestrzeni tych dziesięciu lat istnienia instytucji jest już ponad siedemdziesięciu.

Dyrektor Zamku zdradziła nam także dalsze, dalekosiężne plany. - Wyzwanie następnej dziesięciolatki to dla nas to to, aby to dobre projektowanie było obecne także bardziej w samym mieście. I mamy związane z tym wyzwaniem rosnące nadzieje – mówi Gołębiowska wyjaśniając, że Zamek chce się skierować bardziej w stronę miasta. - I myślę, że takie też jest oczekiwanie zarówno mieszkańców, jak i władz miasta, żeby to współczesne projektowanie było w mieście widoczne i stawało się też rodzajem symbolu miasta. Stawiamy na bogactwo. Miasta historyczne mogą być bogate nie tylko swoją historią, ale też przez zupełnie nowe i unikalne wartości. W Cieszynie jest to design i myślę, że jest to już rozpoznawalne i chyba coraz bardziej cenione także przez mieszkańców – mówi dyrektor instytucji-jubilatki.

Choć urodzinowe imprezy takie jak warsztaty, wycieczki czy dyskusje przeszły już do historii, nadal zwiedzać można prezentowane na Zamku wystawy, do czego serdecznie zachęcamy.
(indi)