sobota, 13 grudnia 2014

Wspólnoty powrót do przeszłości

Zakończył się już cykl spotkań Kolbergowskich organizowanych w Muzeum Śląska Cieszyńskiego wspólnie ze Świetlicą Krytyki Politycznej ''Na Granicy'' w Cieszynie. Ostatnie, zatytułowane -Dom, sąsiedztwo, wspólnota- zorganizowano 10 grudnia.
Wspólnoty powrót do przeszłościOstatnie z cyklu spotkań szersznikowskich poprowadził Grzegorz Studnicki (z lewej), fot. indi
Poprowadził go Grzegorz Studnicki – antropolog, socjolog, pracownik Muzeum Śląska Cieszyńskiego, a jego gośćmi byli Katarzyna Majak – artystka wizualna, która napisała obszerną pracę o… współczesnych wiedźmach oraz Szymon Waluś – lokalny działacz społeczny z Żywiecczyzny, który szedł z pasterzami i ich stadem owiec z Podhala na Żywiecczyznę. Prelegenci w trójkę zastanawiali się nad tym, jak współcześnie wyglądają więzi wspólnotowe w konkretnych społecznościach dzieląc się ze słuchaczami wrażeniami i obserwacjami wyniesionymi z niekonwencjonalnych projektów, które zrealizowali.

Czy wspólnota w okresie przednowoczesnym nie była wyidealizowana? – zapytywał Grzegorz Studnicki. -Czy zbyt sztucznie nie przeprowadzamy pewnego podziału? Nauka ma to do siebie, że lubi tworzyć typy idealne i lubimy sobie podzielić na społeczeństwo przednowoczesne – tradycyjne, społeczeństwo nowoczesne i ponowoczesne, które charakteryzują się pewnymi cechami. Mam czasem wrażenie, że my żyjemy opowieściami naszych rodziców, dziadków, pradziadków, gdzie ten świat jest poukładany, ale czy to nie jest bardziej wynik, konsekwencja nowoczesności, która wprowadziła ośmiogodzinny dzień pracy, w miarę unormowany tryb, gdzie mamy osiem godzin, ewentualnie dwanaście, później mamy czas wolny, mamy czas, który możemy sobie zaplanować? A w tej chwili żyjemy w świecie, w którym ten czas pracy jest dosyć płynny. Widzę właśnie bardzo dużo podobieństw pomiędzy epoką przednowoczesną a ponowoczesną jeżeli chodzi o funkcjonowanie wspólnoty, jak to socjolodzy podkreślają, podstawowej komórki społecznej, jaką jest rodzina. Patrząc na społeczeństwo przednowoczesne można się zastanowić, jak funkcjonowała rodzina w większej części społeczeństwa. Gdybyśmy przyjrzeli się temu klasowo, to klasy wiejskie, chłopskie raczej nie miały możliwości takiego fajnego, jak byśmy powiedzieli, bycia razem, przezywania tej wspólnoty poza jakimiś wyjątkowymi sytuacjami. System pańszczyźniany nakładał różnego rodzaju obowiązki na chłopa, który nie był wolnym człowiekiem. W Polsce przedrozbiorowej może 10 procent ludzi było wolnych, a reszta była, brzydko mówiąc, inwentarzem. Dzieci szybko szły do pracy, mężczyzna był wysyłany tam, gdzie pan kazał, więc ta wspólnota rodzinna też była w stanie, powiedzielibyśmy, napięcia. Były jakieś momenty świąteczne, kiedy można było wspólnie spędzić czas. Czas wolny od odrabiania pańszczyzny mógł owocować pewnymi działaniami wspólnymi, jak łuskanie fasoli czy przędzenie, natomiast ja bym nie idealizował tego społeczeństwa przednowoczesnego czy tradycyjnego, że ono było takie super, że wszyscy się tam fajnie czuli. Nie wiemy tak naprawdę, jak się czuli– stwierdził etnograf przypominając, że przecież kiedy owczarstwo w XIX wieku na naszych terenach upadło, to wielu mężczyzn poszło do pracy na kopalnie, do huty. Chłop z Istebnej pracujący w Trzyńcu, w Zagłębiu Karwińskim nie wracał na noc do domu, wracał co najwyżej na niedzielę i wtedy mógł się spotkać z rodziną.
Etnograf zwrócił także uwagę, że kulturę tradycyjną opisywali najczęściej etnografowie, czyli ludzie z zewnątrz, obcy, którzy nie opisywali swojej kultury, a obcą. A teraz bardzo często sięga się do ich tekstów, by odtwarzać swoją kulturę, wykorzystujemy opisy zwyczajów, praktyk. Etnograf dostrzegł tu analogię do społeczności postkolonialnych, które często teraz wykorzystują opisy kolonizatorów do odtwarzania swej własnej tożsamości kulturowej, etnicznej.

W czasie rozmowy etnografa, artystki i animatora kultury okazało się, że część narzędzi, którymi się posługują, jest wspólna. Sztuka przeplata się z badaniami etnograficznymi, jedno i drugie wykorzystywane jest przez animatora. Wszyscy w pewien sposób opisują rzeczywistość. Grzegorz Studnicki zastanawiał się także, czy jest możliwość całkowitego oderwania się od przedmiotu badawczego, czy też może jako podmiot sami stajemy się częścią badanej, opisywanej rzeczywistości. Opowieści gości spotkania o ich pracy nad swoimi projektami jasno dowiodły, że jednak zależność taka istnieje. Katarzyna Majak w czasie pracy badawczej nad współczesnymi wiedźmami sama stała się w pewnym sensie częścią ich świata, uczestniczyła w rytuałach. Szymon Waluś również przyznał, że kiedy umówił się z bacą i juhasami, że zrobi reportaż z ich przemarszu, po trzech dniach stał się częścią ich społeczności, nie tylko spał, jadł i pił razem z nimi, ale także z kijem w ręce zaganiał owce stając się na kilkanaście dni częścią ich świata.
(indi)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz