Spotkanie Kolberg (12)
O dziwo niemal nie było Zaolziaków na kolejnym ze spotkań w ramach projektu „200 razy Kolberg” zorganizowanego 21 maja w Sali Rzymskiej Muzeum Śląska Cieszyńskiego przez Muzeum oraz Świetlicę Krytyki Politycznej w Cieszynie.
Spotkanie moderowali Andrzej Drobik – autor tekstów dla lokalnych i ogólnopolskich mediów, autor książki „Rozmowy o Śląsku Cieszyńskim” i pomysłodawca projektu „Made in SCI” oraz Grzegorz Studnicki – antropolog, etnograf, pracownik Muzeum Śląska Cieszyńskiego i Uniwersytetu Śląskiego, członek Sekcji Ludoznawczej PZKO. Wspólnie ze słuchaczami zastanawiali się, co jest wyznacznikiem bycia „tu stela”. Słuchacze od samego początku tak wciągnęli się w dyskusję, że główną rolą prowadzących było uspokajanie ich oraz pilnowanie kolejności i kultury wypowiedzi.
Rozmówcy wskazywali na kolejne wyznaczniki bycia „tu stela”, jak urodzenie, gwara czy przywiązanie do wartości. Nie byli jednak zgodni co do tego, które kryteria należy spełnić, by móc zostać uznanym za człowieka „tu stela”.
Na wstępie wyświetlono krótki film przygotowany przez studentów cieszyńskiego UŚ, którzy pytali przechodniów zarówno o to, co to znaczy być „tu stela” jak i o to, czy można stać się „tu stela” pomimo tego, że urodziliśmy się gdzie indziej. Odpowiedzi były podzielone. Tak jak i wypowiedzi słuchaczy na sali. Kontrowersje wzbudziło także to, czy ten nasz „tustelanizm” jest czymś wyjątkowym, odróżniającym nas od innych regionów kraju. Profesor Zygmunt Kłodnicki stwierdził, że oglądał kiedyś mapę Polski z roku 1931. Pamięta, że zwrócił wtedy uwagę na to, że na Polesiu, które wtedy było w granicach Polski, oprócz Żydów i szlachty polskiej pytana o narodowość ludność wiejska w większości podała „tutejszy”. Inny słuchacz, który zabrał głos, stwierdził, że to jest w całej Polsce, tylko myśmy to nazwali. Zauważył, że spotykał ludzi w Warszawie czy Krakowie, którzy na każdym kroku podkreślają, że są od pokoleń stąd, a nie przyjechali.
Sporo uwagi poświęcono znajomości gwar Śląska Cieszyńskiego jako wyznacznika bycia „tu stela”. Irena French stwierdziła, że choć jej rodzina mieszka tutaj od wielu pokoleń, ona, choć gwarę doskonale rozumie, nie potrafi jej używać. – I co w związku z tym ja nie mogę o sobie powiedzieć, że jestem „tu stela”? – irytowała się dodając, że kolejny problem pojawi się, gdy spojrzymy na mieszkających u nas przed wojną od wielu pokoleń Niemców i Żydów. Mówili po niemiecku. Ale skąd byli, skoro wyznacznikiem bycia tu stela miałaby być cieszyńskie gwary? Głos w tej dyskusji zabrał również Mariusz Makowski, który dla odmiany przepiękną gwarą wyznał, że on nie jest „tu stela”.
Zgodności nie było także co do tego, czy przywiązanie do wartości jest czymś specyficznym dla ludzi „tu stela”. Jedni twierdzili, że tak, że etos pracy, skromność, wyznawanie w praktyce chrześcijańskich wartości charakteryzuje mieszkańców Śląska Cieszyńskiego. Ale czyż nie są to wartości uniwersalne, a nie tylko nasze cieszyńskie? – zapytywali oponenci.
Zauważono też, że podkreślanie, że jest się „tu stela” jest obroną przed innymi, co ma swe podłoże m.inn. ekonomiczne. Wyjaśniano, że był okres, głównie w latach 60-tych, 70-tych XX wieku, kiedy to „werbusy”, obcy byli lepiej traktowani.
– „Werbus” dostawał mieszkanie od razu, podczas gdy rodowity mieszkaniec regionu czekał długo. „Werbus” do pracy był wożony, miejscowy chodził pieszo – wyliczano.
Dyskusja nie doprowadziła rozmówców ani do wyznaczników decydujących o tym, czy ktoś jest „tu stela”, czy też nie, ani też nie znaleziono jednoznacznej odpowiedzi na to, czy ktoś może stać się „tu stela”. (indi)